Czy można wrócić do żywych po…niedziela 2.10.2016

samolot

 

… nawet nie pamiętam po ilu miesiącach. Dwanaście… Jakoś tak.

Spróbuję.

No więc – nadlatuję!

Tych, którzy zaglądali, przepraszam – cóż napisać więcej.

 

Może tylko parę słów o przyczynach zniknięcia.

 

Trzecia klasa. Trzecia klasa okazała się koszmarem, a MamaM., bez cienia przesady, czołgała się od weekendu do weekendu, po raz pierwszy w życiu (znów bez żadnej przesady) przeklinając poniedziałki. Tak, tak. Do trzeciej klasy M. nie miała ona (czyli ja) pojęcia, że coś może tak bardzo dawać w d…ę, jak szkoła. A ponieważ za winklem czaiła się Klasa Czwarta, odmalowywana przez większość Doświadczonych Rodziców jako ZUO, Pomiot Szatana… czy można się dziwić, że MamaM. ugrzęzła w czyśćcu, swoistym niebycie? Nie można. Nie dziwcie się. Do tematu trzeciej klasy może jeszcze wrócę, w innym wpisie. Ten niech będzie taki  – oczyszczający atmosferę. Trzecia klasa to nie tylko Szkoła. To również, u nas, przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej. Też czasożerne. Choć piękne, wzruszające.

 

Druga przyczyna, nawał pracy. MamaM., jako osoba nieposiadająca etatu, radośnie sobie współpracuje z kilkoma redakcjami regularnie, a jeszcze z innymi instytucjami – sporadycznie. I czasu na pracę poświęca znacząco więcej niż osiem godzin dziennie. A tu znienacka – jeszcze pojawiło się w trakcie tego roku Wydawnictwo, które zamówiło u MamyM. książkę. I to nie żadną nowelkę, książkę wielosetstronnicową. Nic dla dzieci, nic z beletrystyki. Książki na blogu reklamować MamaM. nie zamierza, ale napomyka, że tę książkę pisała, pisała, pisała – i napisała.

 

Trzecia przyczyna… Hm, to nie tak, że przestaliśmy czytać. Czytamy nadal, choć przyznaję – mniej niż wcześniej. Napiszemy, co czytaliśmy. Co czytaliśmy razem i co czytał M. Natomiast drugi człon nazwy bloga chyba przestaje odpowiadać rzeczywistości. Jeśli gramy, to sporadycznie. Czasami. Rzadko. Okazjonalnie.

 

Natomiast – bywamy. Czytamy i bywamy. Tak powinien się nazywać teraz nasz blog. O bywaniu pisałam i wcześniej – teraz będzie tego bywania więcej. M. uwielbia bywać, a MamaM. to już w ogóle. Więc trochę się tutaj nam proporcje zmienią.

 

Tak, zamierzam pisać.

 

Bardzo mi tego brakowało.

 

Może znów ktoś zacznie do nas zaglądać… będzie nam miło.

 

O czym napiszemy?

 

O tym, dlaczego warto wybrać się do Wrocławia w porze grudniowej…

 

I o tym, że wycieczka do Rzymu w lutym to znakomity pomysł, zwłaszcza jeśli lecimy z dzieckiem poniżej 10 lat.

 

O tym, że Toruń jest naszą prywatną stolicą dobrej zabawy.

 

O tym, że wakacje na Lesbos były fajne, ale na Krecie – jeszcze fajniejsze. Wszystko z powodu Pałacu w Knossos i odkrytej pasji do spożywania kalmarów.

 

I o tym, dlaczego warto zaprzyjaźnić się z jedynym na świecie chomikiem, który posiadł sztukę czytania. I pisania.

 

Że książki detektywistyczne dla dzieci naprawdę dają radę z rozczytaniem Oporników, którzy uwielbiają słuchać, a z czytaniem to tak różnie bywa.

 

O najlepszych książkach pomocnych w przygotowaniu do Pierwszej Komunii – jeśli ktoś będzie potrzebował podpowiedzi, będzie jak znalazł.

 

O tym, czy warto dziewięciolatka zabrać do Muzeum Powstania Warszawskiego i dlaczego trudno na to odpowiedzieć jednoznacznie.

 

I dlaczego trzecia klasa jest beznadziejna, a czwarta…

 

To taki plan minimum na październik i pierwsze dni listopada. Że co? Że MamaM. nie da rady? Że znowu zniknie w czeluściach?

To mnie jeszcze nie znacie :)

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):