Czytanie nie zna granicczwartek 27.08.2015

valigia vintage

– Co będzie, co będzie… Zapomniałaś mi spakować książkę, i co babcia mi teraz będzie czytać przed spaniem? – panikował M., gdy w ostatnią sobotę TataM. odstawił go po tygodniowej wyprawie na zachód, wcale nie dziki.

 

Rzeczywiście – zapomniałam. U BabciM. książek dla dzieci nigdy nie brakowało, ale na początku lipca BabciaM. i DziadekM. zmienili mieszkanie i książki utknęły w przestrzeni międzygalaktycznej, konkretnie – w pudłach, złożonych u CiociM.

 

– Dobrze będzie, nic się nie martw! – pocieszyłam M.

 

Sobota i niedziela przemknęły jednak bezksiążowo. M. był w rozjazdach rodzinnych (KuzyniM.), a w poniedziałek…

 

W poniedziałek MamaM. zadzwoniła do M. późnym popołudniem i zapytała:

 

– O której będziesz w łóżku?

– Babciaaaa, o której będę w łóżku? Babcia mówi, że o dziewiątej…

– No to zadzwonię i przeczytam ci kawałek „Małego księcia” przez telefon. Chcesz?

– Pewnie, że chcę!

 

M. by nie chciał…

 

Więc czytamy od poniedziałku, codziennie. Jeszcze dziś. Bo w piątek znów nocowanka u kuzynów. A w sobotę już będziemy razem. M. kończy osiem lat.

 

I wakacje się kończą.

 

Ech.

 

Tylko czytanie się nie kończy…

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Joanna J napisał(a):

    Skąd ja to znam. Jeszcze jeden rozdział i jeszcze kolejny. Każde słowo napisane musiało być przeczytane, nieważne czy w książce, czy na murze u sasiadów. Cieszę się, że książka jest stałym towarzyszem, ale męczy mnie to niezmiernie. Do tego stopnia, że nauczyłam czterolatkę czytać, żeby sie chociaż trochę odciążyć. No i teraz muszę tłumaczyć, że wulgaryzmów wyczytanych na murach nie powtarzamy w towarzystwie. Ech…