Elmer i zaginiony miśśroda 27.03.2013

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Są książki, z którymi rozstać byłoby się bardzo trudno. I są takie, z którymi rozstać się nie sposób. „Elmer i zaginiony miś” Davida McKee należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

 

– Znacie Elmera? – zapytała mnie przyjaciółka, która wybierała się do mnie i do M. w odwiedziny. M. miał wtedy nieco ponad 3 lata. – Nie znam żadnego Elmera – powiedziałam zgodnie z prawdą, i nawet nie wiedziałam, jak bardzo się skompromitowałam. Bo młodszy o rok syn mojej koleżanki już Elmera dobrze znał.

 

M. dostał więc książeczkę o słoniu w kratkę i zaginionym misiu. I już po kilku dniach wiedziałam, że naprawdę świetnie znam Elmera. Żeby nie zwariować (ile można czytać w kółko to samo???) pognałam do księgarni po inne części. Wydawnictwo Dwie Siostry miało wtedy w ofercie jeszcze dwie, poszerzyłam więc znajomość z kraciastym słoniem. M. – nie. Co prawda zgodził się, żebyśmy przeczytali książkę „Elmer i Wilbur” raz czy dwa razy, ale w żaden sposób nie wpłynęło to na częstotliwość czytania o słoniu i misiu…

 

A było to tak. Otworzyliśmy książkę po raz pierwszy, przeczytaliśmy tekst i oglądnęliśmy ilustrację.

 

Niebo było już ciemne i pełne gwiazd, gdy Elmer, słoń w kratkę, usłyszał czyjś płacz. To było Słoniątko. – Nie może spać – powiedziała mama Słoniątka. – Chce swojego pluszowego misia. Zabraliśmy go na piknik i gdzieś się nam zgubił.

 

Czy to widok rzęsistych łez Słoniątka, czy bezradny wzrok jego mamy poruszyły serce M.? Nie wiem, ale zanim odwróciłam stronę, moje dziecko już niosło Słoniątku jednego ze swoich miśków.

 

Jakież było zdumienie, gdy po odwróceniu strony okazało się, że Elmer postąpił dokładnie tak samo – pożyczył Słoniątku swojego misia, a sam wyruszył na poszukiwanie zguby.

 

Po drodze spotkał małe lwy i tygrysy – i one miały swoje misie. I żyrafa miała, i małpki i nawet – zielony krokodyl. O, nad tym fragmentem spędzaliśmy czasem i kwadrans, albo więcej…

 

Wszystkie młode miały swoje misie, ale nikt nie widział misia Słoniątka.

 

Na szczęście, wszystko skończyło się dobrze, jak to zwykle w opowieściach o słoniach w kratkę i misiach bywa. Elmer znalazł misia Słoniątka, i tym samym odzyskał własnego – oczywiście, też w kratkę.

 

Tej części przygód Elmera ponoć kupić teraz nie można. My swojej nie oddamy, ale jeśli książka pojawi się na rynku, albo traficie na nią gdzieś przy okazji – kupujcie w ciemno. Genialna!

 

David McKee to brytyjski autor oraz ilustrator książek dziecięcych. Stworzył również wytwórnię filmową, w której powstała słynna seria z Mysią. Czyli – geniusz. W 2005 roku został nominowany przez międzynarodową sekcję IBBY (International Board of Books for Young People) do Nagrody im. Hansa Christiana Andersena, tzw. Małego Nobla.

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Agnieszka napisał(a):

    czytam ten wpis po raz drugi
    i uśmiecham się do siebie
    za pierwszym razem (o zgrozo!) też nie wiedziałam kim jest Elmer!
    powyższy opis przypadku zachęcił mnie do zakupów – Janek wybrał sobie (w tym wieku uchodzi) książkę po okładce
    i teraz już kraciastego słonika dobrze z znamy – był taki okres, że praktycznie codziennie czytaliśmy naszą pierwszą o nim książeczkę – „Elmer i nieznajomy”, a cytaty z niej na stałe zagościły w naszych rozmowach (np. „nawet żyrafa, która przechodziła obok była zaskoczona” dało początek uniwersalnemu nakazowi podziwiania wszelkich synkowych wyczynów: „mamo! zaskocz się!”)
    podoba mi się pozytywny przekaz płynący z historyjek, a Jankowi sympatyczni bohaterowie, więc na pewno jeszcze jakiś Elmer do naszej kolekcji przybędzie – sądząc po powyższej recenzji szkoda, że nie ten z zaginionym misiem…