Konkurs powitalny!czwartek 28.03.2013

 

Z pewną taką nieśmiałością ogłaszam, ale co tam. Taaaa dam! Pierwszy konkurs na blogu. Co prawda jedna z nagród jest w klimacie zimowym, ale jak patrzę na termometr za oknem (-6 stopni C) i śnieg ciągle zalegający trawniki, to nawet ma sens…

 

W konkursie do wygrania są dwie książki z biblioteczki M.: „Zimowa noc” wydawnictwa Egmont, pokazana już na blogu, oraz „Elmer i Wilbur” Wydawnictwa Dwie Siostry.

 

Obydwie książki to unikaty, niedostępne na rynku. Obydwie są w stanie idealnym, „Zimowa noc” to nawet podwójny egzemplarz, w ogóle przez nas nie dotykany, ale jednak nie leżała w folii, więc nie zapewniam, że nówka. W każdym razie – książka jest urocza, M. daje słowo!

 

Nie będzie żadnego losowania, to prawdziwy konkurs z jednoosobowym jury (to ja!). Żeby dać sobie szansę na wygraną, trzeba pod tym wpisem umieścić komentarz, a w nim opisać, niezbyt długo – ale też nie w dwóch zdaniach – swoje najpiękniejsze wspomnienie literackie z wczesnego dzieciństwa. Wczesnego, czyli tak do 8 roku życia. Ulubi0na książka, może wiersz…? 5-10 zdań to najbardziej pożądana długość wpisu. I oczywiście – tytuł książki bądź wiersza.

 

– wysłać na maila kontakt@czytamyigramy.pl odpowiedź na konkursowe pytanie: „Jakie są preferencje kulinarne M.?”. Pisałam o tym w jednym z wpisów na blogu, więc dla Uważnych Czytelników i Wiernych Czytelników udzielenie odpowiedzi nie będzie problemem (wpisów jeszcze nie ma tak bardzo, bardzo dużo).

 

Spośród osób, które prawidłowo odpowiedzą na to jedno pytanie i ciekawie opiszą swoje wspomnienie literackie, wybiorę laureata nagrody głównej i zapytam (via mail), na jaki adres wysłać „Zimową noc”. Na odpowiedź poczekam 3 pełne doby, potem wybiorę kolejną osobę.

 

Szansę na wygranie książki „Elmer i Wilbur” będą mieć natomiast te osoby, które dodatkowo, oprócz dwóch powyższych warunków merytorycznych, umieszczą informację o moim konkursie na swoim blogu i dodadzą link do „Czytamy i gramy” do miejsc odwiedzanych, ulubionych, obserwowanych, śledzonych… Reszta – jak w przypadku nagrody głównej. Jeśli ktoś będzie chciał polecić swoim czytelnikom mój blog, w komentarzu poproszę o linka do strony. Wpadnę podziękować 🙂

 

Oczywiście, niewykluczone że i „Zimowa noc” trafi właśnie w ręce blogera (blogerki). Tu zdecyduje przede wszystkim treść wpisu.

 

Na wpisy będę czekać do 15 kwietnia, a konkurs zostanie rozstrzygnięty następnego dnia pod warunkiem, że zgłosi się co najmniej 15 uczestników. Jeśli nie, zrobimy małą dogrywkę,  w każdym razie na pewno nie będzie tak, że 14 osób dobiegnie do mety a organizator – czyli ja – powie, że sooooorrry ale było za mało chętnych. Nie, nie. Książki już są odłożone, i bardzo chcemy je wysłać do zwycięzców.

 

Wysyłka nagród możliwa tylko w granicach PL.

 

A, i jeszcze słowo o reklamacjach: można je będzie składać po opublikowaniu werdyktu konkursu, drogą mailową.

 

Nie muszę dodawać, ale dodam, że organizatorem konkursu jestem ja, czyli Mama M., autorka i właścicielka bloga czytamyigramy.pl

 

To już chyba wszystkie formalności, których powinnam dopełnić, ogłaszając konkurs.

 

Zapraszam do zabawy!

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. SmoczaMamucha napisał(a):

    Będę pierwsza jak widzę, ale pewnie nie ostatnia.

    Pamiętam jedną szczególną książkę, która czytała mi mama. Miałam wtedy nie więcej niż 6 lat. Mama zasiadała w fotelu, a ja z bratem na poduchach na podłodze i słuchaliśmy historii nie z tej ziemi. Książka miała szarą okładkę, a na nie był „Pan syren” W środku niewiele ilustracji i jak dziś je przeglądam nie zbyt ładne. Nie to co dzisiejsze książeczki dla dzieci. Mi to jednak nie przeszkadzało. Był to czas z mamą i pięknymi historiami prosto ze Skandynawii. Były bardzo mądre, oryginalne i pouczające. Nie doczekały się ekranizacji za to ja znam większość historii na pamięć. Na zawsze zapamiętam też te szarą okładkę.
    Ta książka to Baśnie Skandynawskie właśnie i będę je czytała mojemu synkowi.

  2. Joanna (http://raptularius-matris.blogspot.com/) napisał(a):

    Najpiękniejszym, bo poruszającym moją dziecięcą wrażliwość i skłonność do wzruszeń, wspomnieniem literackim była książka „O psie, który jeździł koleją”. Mam starszego o 3. lata brata i zawsze, gdy z małą pomocą mamy podczytywał swoje pierwsze lektury szkolne, ja przysiadałam się i z ciekawością młodszej siostry „podsłuchiwałam”. Pamiętam, że bardzo martwiłam się o stale uciekającego Lampo. Z napięciem czekałam, czy wróci cały i zdrowy ze swojej kolejnej wyprawy-włóczęgi. Nie muszę mówi, że gdy okazało się, iż na końcu zginął, ratując małą Adelkę… popłakałam się… Przez długi czas przeżywałam to, że „zginął”. Dziś wspominam to jako pierwsze „podświadome-uświadomienie sobie”, że książka może poruszać uczucia, malować uśmiech na twarzy lub wyciska łzy…

  3. Joanna J napisał(a):

    Pierwszą książką, jaką pamiętam było Wesołe Lato Heleny Behlerowej. Książka była zniszczona, miała bure obrazki i należała do mojej mamy, której co wieczór czytywała jej mama a moja babcia. Potem, dostałam nowy egzemplarz, z równie burymi obrazkami, co mi wcale nie przeszkadzało, bo przygody króliczka Groszka są niesamowite. A teraz ja sama czytam Helce opowieści o Groszku, co daje już trzecie pokolenie przeżywających historię zjedzonego dachu. Ale kolejnego wydania nie udało nam się kupić, niestety nie jest już wznawiane.

  4. Clary spentana-przez-ksiazki.blogspot.com napisał(a):

    Kiedy miałam 5 lat przeczytałam samodzielnie „Dzieci z Bullerbyn”. Czytać nauczyła mnie moja siostra. Do dziś jednak pamiętam, że za nim posiadłam tą wspaniała umiejętność czytania, to mi czytano. Moja mama miała jeszcze z lat swojego dzieciństwa ogromną księgę baśni. Często rozkładałam z moją 10 – lat straszą siostrą koc na podłodze i wygodnie się na nim rozkładałam by zagłębić się w świat baśni. Po dziś dzień pamiętam baśń o strasznym jednookim olbrzymie, który uwięził na swojej wyspie pewną dziewczynę. Los chciał, że oni … zakochali się w sobie. To była niesamowita historia, do dziś chyba głownie przez nią kocham czarne charaktery i złych mężczyzn, a nie takie ciapcie jak to przedstawiane jest w wielu książkach. Niestety księga zaginęła, a ja tytułu nie pamiętam chociaż bardzo chciałabym o znać. Dziękuję mojej siostrze bo to dzięki niej dzisiaj książki połykam w całości 😉

  5. kasia napisał(a):

    nie ma odpowiedzi na to beznadziejne pytanie

  6. marysia napisał(a):

    Od dziecka mama mi zawsze czytała, a ja przygód różnych słuchałam,
    lubiłam obrazki kolorowe oglądać i dużym literkom się długo przyglądać. 
    Zaciekawiły mnie te literki i szybkie czytanie mojej mateczki. 
    Ja też tak chciałam, więc długo z tym nie czekałam, tylko książeczki l i t e r o w a ł a m.
    Pierwszą książeczką, jaką przeliterowałam była „Roszpunka”, którą do dziś zapamiętałam. 
    Niestety zbyt dużo z niej nie zrozumiałam, bo chyba za wolno literki składałam, lecz dotąd czytałam, ile tchu miałam, aż sama tę książkę zrozumiałam i po jakimś czasie na pamięć umiałam i wszystkim w koło opowiadałam. 
    Cudowna baśń, która mnie wciągnęła, tak że pragnęłam te wiedzę pogłębiać, więc czytałam o różnych przygodach o „Kocie w butach” i „Czerwonym kapturku”, „Królewnie śnieżce” i o „Kopciuszku”. 
    Z czasem czytać szybko umiałam, więc bajek dużo na dzień czytałam. 
    Tak mnie to czytanie bardzo wciągnęło, że zachęcać będę i swoje dziecko, bo wiem że warto, czytanie wzbogaca, a taka praca się nam opłaca. Wzbogaca słownictwo i nas kształtuje, więc idę czytać idę mojej malutkiej, by tak książeczki czytać lubiła, jak mama, która się nimi zachwyca.

  7. Majka napisał(a):

    Jako maleństwo czytała mi mama,
    która troszkę wydarzenia przekręcała.
    Jako pierwszą książkę, która w rekach miałam, to baśnie, więc je czytałam.
    Pierwsza jaką przeczytałam i na całe życie zapamiętałam, to „dziewczynka z zapałkami”,
    która mnie wzruszyła, aż łza się w oku kręciła.
    Baśń ta dużo wyjaśniła, dobro dzięki niej będę czyniła.
    Wiele zrozumiałam i każdą baśń przeczytałam, swoje dzieci też tego uczę, bo czytanie rozwija dusze.
    Dzięki czytaniu można popaść w magię, znaleźć się w innym świecie, zapomnieć o smutkach wszystkich przecież, popłynąć można radością, stać się królową lub żabką zieloną. (dodany link na fb i w blogu linki przesłałam w mailu )

  8. Marcin napisał(a):

    Na początku nie lubiłem czytać, ale z czasem coś mnie naszło, pierwsza książką jaką dostałem i przeczytałem był „Bobik. Jego przygoda tak mnie wciągnęła, ze postanowiłem poszerzać swoją wiedzę i tak mama kupowała książki, trochę wypożyczaliśmy z biblioteki a ja czytałem. Teraz uczę miłości do książek swojego dziecka, mam nadzieje, że sie uda „zarazić” mojego skarba.

  9. mamajanka napisał(a):

    Nagrody piękne, ale konkurs taaaki trudny 🙁
    JEDNO wspomnienie literackie? Jak wybrać ten najpiękniejszy moment „zanurzenia” w baśniowym świecie, puszczenia wodzy fantazji, fascynacji słowem w kontakcie z pierwszymi lekturami. Czy godzi się w tym kontekście nie wspomnieć o zbiorze wierszy Tuwima obecnym w moim domu (i życiu) od zawsze, a dziś już mocno nadwyrężonym i pozbawionym okładki (z powodu nadmiaru okazywanego mu uczucia)? Nie wspomnieć (z łezką w oku) o bogatej, wielokrotnie przeglądanej serii „Poczytaj mi mamo”? Pominąć „Dzieci z Bullerbyn” – pierwszą „dorosłą” książkę – (prawie) bez obrazków! – czytaną całkiem samodzielnie, która w dodatku otworzyła drzwi do poznania kolejnych cudownych opowieści autorstwa A.L. – o Ronji i braciach Lwie Serce? A wesołe kolorowe komiksy o Koziołku Matołku, a potem Tytusie, Romku i A’tomku – nie zasługują na wzmiankę? I pewnie mogłabym tak tak dalej – aż do Ani z Zielonego Wzgórza, która symbolicznie zakończyła moje literackie dzieciństwo… Wszystkie te lektury były (i są) dla mnie ważne i chwile nad nimi spędzone wspominam z nostalgią. Ale najważniejsze opowieści, te które jak wierze sprawiły, że kocham czytać usłyszałam dużo wcześniej. Moje pierwsze wspomnienia związane z książkami, to czytane przez tatę na dobranoc fragmenty „W pustyni i w puszczy” – głównie do znudzenia powtarzany fragment o spotkaniu Nel i Kinga :), opowieść o Kotku i Kogutku oraz kilka rozdziałów „Karlssona z dachu” nagranych na taśmie magnetofonowej – czytanych głosem mamy. Te wspomnienia są najmilsze, bo oprócz samej treści i radości z kontaktu z książką wiążą się z poczuciem bliskości, bezpieczeństwa, bliskiego kontaktu z rodzicami. A dziś szczególnie bliskie, bo o Kotku i Kogutku dziadek czyta teraz Jankowi przekazując dalej piękną tradycje miłości do drukowanych opowieści 🙂

  10. Emilka napisał(a):

    Ja zawsze uwielbiałam książki> na zakupach zawsze prosiłam mame, aby mi kupiła jakaś książeczke:-) Ale jedno wspomnienie jest szczególnie miłe- zawsze w sobote wieczorem po kapieli kładłyśmy siez siostra do jednego łóżka. Siostra była 3 lata starsza, wiec miała juz elementarz pierwszoklasisty:-) miała tez drugi taki sam, tyle ze po kims odziedziczony i troszke zniszczony, i ja go brałam i razem czytałyśmy w ciepełku:-) tym sposobem juz w przedszkolu ładnie czytałam:-) a kto korzystał ze słynnego elementarza, ten wie jakie fajne były czytanki na każdą literke… Uwazam ze fajniejszy był to podrecznik do cyztania niz wspolczesne ksiazki zmieniane co roku na nowszy model.

  11. Ala napisał(a):

    Nigdy nie interesowały mnie książki 😛 dopiero z czasem mnie wciągnęły, „O psie, który jeździł koleją”- tak to była moja pierwsza ksiązka 🙂

  12. kasia napisał(a):

    nie mam pojęcia co by napisać, nigdy nie przeczytałam żadnej książki, nie lubie tego do tej pory dobrze ze byly bajki w tv, długo nie umialam czytac dzieki mojemu beznadziejnemu ojcu ktory nie dał mi chodzic do zerowki…

  13. Martuśka napisał(a):

    Hm, gdy byłam mała to dużo czytali mi rodzice,
    dzięki temu oni pokazali i nauczyli mnie miłości do książek
    Pierwsza, jaką dostałam to były wiersze Brzechwy.
    Który pierwszy przeczytałam dokładnie nie wiem,
    bo już trochę minęło od tego czasu.
    Ale to była Kaczka dziwaczka albo Samochwała.
    Większość wierszy umiałam na pamięć,
    do dziś pamiętam i mogę zarecytować nie jeden wiersz.
    To się czytało z miłością, pasją zainteresowaniem
    Dzięki nim można przenieść się w inny, kolorowy świat
    oczami wyobraźni małego dziecka.
    Uwielbiam książki i takiej miłości nauczę swoich bliskich.

  14. MamaMai napisał(a):

    Z chęcią czytałam książki, były to bajki, baśnie, wiersze.
    Jednym który mi utkwił był „Stoliczek”
    Kiedyś były inne czasy, nie było komputerów, bajek w telewizji a teraz ta miłość do książek zatraca się gdzieś razem z tym..
    Ja bede uczyła swoje pociechy czytac, to wazne.
    Szkoda ze wiekszosc rodziców o tym zapomina…

  15. kmkisjjsa napisał(a):

    Książki to nadzieja na lepszy rozwój.
    Nie mam pojecia co by tu opisac,
    temat bardzo trudny,
    a ja nie pamietam za wiele.
    cos tam czytalam, ale nie za duzo
    kot w butach to moja przeczytana książeczka,
    dostalam ja na urodziny od babci. do 8 roku zycia duzo nie czytalam, dopiero potem wiec nei bede ściemniała

  16. małaMI napisał(a):

    książki od dziecka je kochałam,
    dziadkowie mnie nauczyli opowiadając mi bajki,
    potem dostawałam książki i tak rozwinęła się moja pasja.
    co czytałam? zazwyczaj bajki, lubiłam te śmieszne i zabawne.
    teraz czytam wszystko co wpadnie mi w rece.

  17. Mama M napisał(a):

    Zgłoszenia do konkursu zamykam. Wyniki ogłoszę dziś, ale mniej więcej za 23 godziny 🙂