Krakowski Rynek dla chłopców i dziewczynekniedziela 28.12.2014

krakowski-rynek-1

A w Krakowie na Brackiej pada… śnieg oczywiście!

 

Byliśmy, sprawdziliśmy. Za pierwszym razem, jeszcze przed Wigilią, nie padał. Ale i tak cudownie było przejść się po krakowskim Rynku późnym, grudniowym popołudniem. Odwiedzić jarmark bożonarodzeniowy, zjeść piernikowe lody w kawiarni Słodki Wentzl, obejrzeć świąteczne dekoracje, kupić pierniki, których nigdy za wiele, zajść do kościoła ojców Franciszkanów, zerknąć w papieskie okno. „Jakby się ktoś pytał, Franciszkańska 3!” – ciągle pamiętamy…

 

 

Magiczny Kraków

 

 

 

Smaczne pierniki

 

 

 

I miło było pójść na krakowski Rynek w poświąteczne, sobotnie przedpołudnie. Już zimowe, ze śniegiem. Zobaczyć wystawę, a w zasadzie wystawy szopek w Muzeum Historycznym. Podziwiać dzieła wykonane przez dzieci – nawet takie całkiem nieduże. – Tacy artyści jak ja! – dziwował się M., oglądając nagrodzone szopki siedmio, ośmiolatków. Ale w jego prywatnym rankingu i tak zwyciężyła szopka, której jury konkursu nie doceniło.

 

 

Do szopy hej pasterze!

 

Szopka wykonana z klocków Lego. No cóż, taka sytuacja.

krakowski

 

Miło było, po obejrzeniu kilkudziesięciu szopek stworzonych przez dorosłych twórców, w muzealnym sklepiku zakupić książkę, którą MamaM. wypatrzyła na wystawie księgarni.

 

„Krakowski Rynek dla chłopców i dziewczynek” – wiersze, w zasadzie wierszyki Michała Rusinka wraz z ilustracjami Iwony Całej, książka wydana przez Wydawnictwo Literatura, to prawdziwy smakołyk dla tych, którzy lubią poezję Michała Rusinka i przede wszystkim – dla tych, którzy lubią Kraków. A my Kraków kochamy.

 

Książka została skonsumowana na miejscu niemal, bo w pobliskiej pizzerii, w oczekiwaniu na danie główne – pizzę oczywiście. Wierszyki zostały uznane za smakowite, a ilustracje wzbudziły prawdziwy zachwyt. Pokłosiem lektury zaś jest obietnica, złożona przez MamęM., że gdy tylko M. wróci po Nowym Roku do Warszawy, przypomnimy sobie wszystkie krakowskie legendy. – Bo od czasów dzieciństwa już je pozapominałem – przyznał M.

 

Michał Rusinek pisze o mieście, widzianym oczami dziecka. O obwarzankach, kwiaciarkach, kawiarniach i Lajkoniku. O kościele, który rośnie w głąb ziemi i o śmiesznym pomniku pana Piotra w kapeluszu. Ten Kraków naprawdę kusi. Ten Kraków naprawdę da się lubić. I chce się go więcej i więcej.

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Ania napisał(a):

    Ładna opowieść. Aż się chce przejść po krakowskim Rynku. Szkoda, że człowiek daleko…