Lewy. Chłopak, który zachwycił światczwartek 10.11.2016

Lewy

 

Jedna z pierwszych myśli MamyM., gdy dowiedziała się, że zostanie mamą M. „To chłopiec! Zabiorę go na mecz! Pojedziemy na Camp Nou!”

 

Jedno z pierwszych wspomnień MamyM. z własnego dzieciństwa. Nawet nie wspomnienie – wrażenie raczej. Ciemny pokój, czarno-biały obraz w telewizorze, ryczący głos komentatora… MamaM. miała 3,5 roku, gdy Polska zajęła trzecie miejsce na niemieckim mundialu. Kilka lat później słuchała opowieści o Meczu na wodzie, o obronionym przez Jana Tomaszewskiego karnym, o tym, że tak niewiele brakowało od złota.

 

MamaM. robi coming-out i przyznaje: jest totalnie zakręcona na punkcie futbolu. Zna się, potrafi komentować, dostrzega niuanse, śledzi kariery piłkarzy… Wielbi piłkę nożną, po prostu. Tę wysokich lotów, co automatycznie powoduje kompletny brak zainteresowania polską ligą.

 

Nie będzie więc MamaM. ściemniać, że już w 2008 roku wiedziała, że z młodego piłkarza, który właśnie rozpoczynał grę w Lechu Poznań, wyrośnie Lewy – gladiator, bohater, idol. Nie mogła wiedzieć, bo w życiu nie widziała żadnego meczu Lecha Poznań.

 

Jak kształtował się sportowiec, który strzela cztery bramki wielkiemu Realowi Madryt? Który w dziewięć minut kładzie na łopatki zespół z czuba Bundesligi? Który w ostatnich sekundach dwóch meczów eliminacyjnych wsadza do siatki piłkę, zabierając Biało-Czerwonych z czyśćca niepewności do nieba?

 

Jak kształtował się człowiek, który – poza tym, że jest herosem i zarabia jakieś sryliony euro – jest do bólu zwyczajny, normalny, odporny na odbijanie palmy, na skandale i na gwiazdorzenie?

 

Kto mu dał skrzydła? Kto i jak go wychował?

 

Bo przecież nie chodzi tylko o talent sportowy. O życie chodzi, o pasję do poprawiania swoich wyników, o pracę nad sobą, brak zgody na słabości. O przekonanie, że trzeba dać z siebie wszystko, a czasami nawet i więcej. O to chodzi, gdy szuka się wzoru, do którego można nawiązywać w codziennych rozmowach. W tłumaczeniu, dlaczego warto się starać, czyli – wysilać. Że nie ma sukcesu bez pracy. Najczęściej – ciężkiej, a na pewno – systematycznej.

 

Czy można się dziwić, że gdy w maju – w związku z Euro 2016 – na rynku pojawiło się kilka książek o Robercie Lewandowskim, MamaM. pobiegła do księgarni (no dobra, poklikała) i zamówiła po jednej dla M. i dla siebie? Nie można, absolutnie!

 

M. dostał na Dzień Dziecka książkę autorki biografii dwóch innych wielkich piłkarzy, którzy zupełnie nie rozpalają naszej wyobraźni. Nie, żeby od razu ignorować Messiego i Ronaldo, ale zaczytywać się? Jakoś nie.

 

Co innego Lewy.

 

„Lewy. Chłopak, który zachwycił świat” to strzał w sam raz dla dziewięcio-dziesięciolatka. Dużo zdjęć, stosunkowo duża książka, nieprzesadnie długie akapity – M. z przyjemnością czytał sam, ewentualnie przychodził „na konsultacje” – nie wszystko rozumiał, miał pytania, chciał rozmawiać. – Opowiedz mi, dlaczego Legia nie chciała Lewego? – temat kminiliśmy chyba przez tydzień.

 

MamaM. mogła odpowiadać i poszerzać wiedzę M. (w granicach rozsądku), gdyż sama czytała, równolegle, „Nienasyconego” – biografię kapitana polskiej reprezentacji, napisaną przez Pawła Wilkowicza.

 

robert-lewandowski-nienasycony-b-iext38749808

 

To świetna biografia, napisana z respektem, ale nie na kolanach. Paweł Wilkowicz nie unika trudnych tematów – choćby osławionego konfliktu Lewandowski-Błaszczykowski. Czytając, poznajemy bohatera, człowieka z krwi i kości – również z jego wadami.

 

MamaM. ma szczęście autora znać osobiście, sprzed dobrych dziesięciu lat, gdy był dobrze zapowiadającym się dziennikarzem działu sportowego „Rzeczpospolitej”. Bardzo dobrze się zapowiadającym. I bez żadnej przesady może MamaM. stwierdzić, że zapowiedzi się nie rozminęły z rzeczywistością: Paweł Wilkowicz jest świetnym (MamyM. zdaniem najlepszym w tym pokoleniu) dziennikarzem sportowym. A książka o Lewym wyszła mu po prostu smakowicie.

 

Jutro mecz z Rumunią! Będziemy oglądać, oczywiście. I ściskać kciuki za drużynę i jej Kapitana. Za Lewego – nienasyconego chłopaka, który zachwycił świat. Dojrzałego sportowca, który zadziwia.

 

EDIT: Znowu TO zrobił. Znowu zadziwił. Warto, naprawdę warto sięgnąć po biografie Roberta, który dziś wdrapał się na 3. miejsce w klasyfikacji strzelców polskiej reprezentacji.

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):