Lotti karotti, czyli króliki atakująponiedziałek 8.07.2013

gra-lotti-karotti-ravensburger

 

Czy wspominałam, że M. przez prawie pięć miesięcy chodził na terapię logopedyczną? Jeśli nie wspominałam, to wspominam teraz. Chodził, bo mazurzył że aż strach, a nie powinien. Pięciolatkowi mazurzyć nie uchodzi. Mówiąc poważnie – jest to wada wymowy, kwalifikująca się po piątych urodzinach do diagnozy specjalistycznej i ewentualnej terapii.

 

M. miał logopedę w przedszkolu, ale co dwa tygodnie. MamaM. zarządziła więc w sobotnie przedpołudnia pół godziny z logopedą, tydzień w tydzień.

 

Fajnie było. Poza tym, że M. przestał mówić „pysna cekolada”, w ciągu tych logopedycznych sesji zagrał chyba w trylion gier. Dlatego, między innymi, na terapię leciał jak na skrzydłach. Piranie, pingwiny, ośmiornica, kury i jaja, żarłoczny krokodyl i pękający z przejedzenia prosiak – czego tam nie było! I oczywiście – Lotti Karotti (Ravensburger), którą M. ukochał ponad wszystkie inne gry.

 

– Może święty Mikołaj by mógł mi przynieść grę z królikami? – zadumał się po kolejnej zaciętej partyjce, w której kręcenie marchewką przyniosło mu upragnione zwycięstwo nad logopedką.

 

Zaduma była uzasadniona – list do świętego Mikołaja wiele dni wcześniej został napisany i odebrany przez pomocników świętego. Gry na liście życzeń prezentowych nie było…

 

MamaM. naradziła się z dobrym świętym i wspólnymi siłami udźwignęli dodatkowy prezent. Nie tylko dlatego, że MamaM. czuła, iż pragnienie jest z tych absolutnie szczerych i głębokich. Uczestnicząc (biernie) w sesjach logopedycznych MamaM. nauczyła się wykorzystywać gry do motywowania dziecka do pracy. A tej w ostatnim roku nam nie brakowało – „do domu” mieliśmy zadawane i ćwiczenia logopedyczne, i gimnastyczne, wymagające od M. wysiłku i mobilizacji.

 

Lotti Karotti okazało się bardzo pomocne.

 

Zasady gry są proste, sprowadzają się do wyciągania kart i wykonywania zawartych na nich poleceń. Króliki pędzą po planszy, marchewka się kręci, odsłaniają się dołki i od czasu do czasu pod królikiem zapada się ziemia. Dziecko podskakuje, piszczy, wariuje i nawet nie zauważa, jak w międzyczasie powtarza wierszyk logopedyczny:

 

„Duża żaba nad kałużą napotkała żuka.

Żuk założył żółte butki i butkami puka.

Żółte butki, żółty szalik i żółty kapelusz.

Pyta żaba: – Dokąd bieżysz, mój ty przyjacielu?”

 

U nas Lotti Karotti sprawdziło sie i jako rozrywka, i jako – nomen omen – marchewka, gdy trzeba było wykrzesać z M. trochę więcej niż zwykle gotowości do pracy.

 

A że  Ravensburger to solidna firma, wykonanie gry jest perfekcyjne. Karty nie gną się i nie niszczą, marchewka się nie zacina, góra z dołkami nie pęka. No i króliki się nie gubią, ale to już nasza zasługa, bo zawsze wkładamy je do pudełka. Solidnego, a jakże.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Joanna J napisał(a):

    Super pomysł z tą grą, Ravensburgera lubimy, solidna firma jak to u Niemców. Przy grach i puzzlach dla dzieci pudełko jest ważne, wie, kto kleił w nieskończoność rozlatujące się opakowania. Młoda jeszcze nie pojmuje gier planszowych, a do ćwiczenia wymowy mamy „Strasznie Trudne Wierszyki”, super książeczka, z oryginalnymi ilustracjami i audiobookiem. Ja się wsłuchuję w seksowny głos Stuhra, a pociecha powtarza w nieskończoność Rudą Wiewiórkę.