Moje ulubione muzeum. Wilanów.niedziela 14.12.2014

Moje ulubione muzeum

 

Moje ulubione muzeum. Nasze, w zasadzie.

 

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie odwiedzaliśmy z M. regularnie, od końca kwietnia do dziś – przynajmniej raz w miesiącu. W ciągu ostatnich trzech tygodni bywaliśmy zaś tam co tydzień.

 

MamaM. i M., a raczej – M. i MamaM. uczestniczyli w programie dla rodzin „Moje ulubione muzeum”. Programie, podczas którego M. dowiedział się niezliczonych wprost szczegółów o życiu króla Jana III i królewskiej rodziny, zaś MamaM. dowiedziała się, że naprawdę nie jest tak źle z jej manualnymi uzdolnieniami, bo potrafi – jak trzeba – szyć, kleić, malować, rysować, wycinać i w ogóle, na zajęciach ZPT wybroniłaby mocną czwórkę, a może nawet czwórkę plus.

 

Od kwietnia, co miesiąc, wsiadaliśmy do komunikacji miejskiej (autobus, metro, autobus) i przez całą stolicę jechaliśmy do Wilanowa. W niedzielne przedpołudnie (MamaM. podkreśla z naciskiem, jak wielki order jej się należy za to weekendowe poświęcenie). A gdy już dojechaliśmy do muzeum, MamaM. wcale nie szła sobie na kawę do pałacowej kawiarni, oddając M. pod opiekę paniom prowadzącym warsztaty. O, nie! Program dla rodzin to program dla rodzin – bite 1,5 do 2 godzin zajęć, również dla rodziców.

 

Przyznaję – bardzo, bardzo ciekawych. Najpierw – zwiedzanie pałacu, ale takie… nietuzinkowe. Ze szczegółami. Ciekawostkami. Anegdotami. Poznawanie królewskiej rodziny – królowej Marysieńki, królewiczów, królewny… My co prawda ich już trochę znaliśmy, dzięki książce o królewskiej wydrze, ale i tak było bardzo ciekawie.

 

Takie aniołki produkowaliśmy na warsztatach bożonarodzeniowych

 

A potem… czegóż nie było na kolejnych zajęciach: stroje królewskie. I zabawy małych królewiątek, te ogrodowe (Wilanów to przecież letnia rezydencja króla) i te pałacowe. Była nawet gra planszowa, w którą grały królewskie dzieci! Królewska kuchnia („przyrządzaliśmy” rybę na królewską ucztę, cóż że tylko na kartce papieru, wyklejając ją wszystkimi możliwymi przyprawami). Zajęcia o królewskich podróżach. Podczas warsztatów, których motywem przewodnim była mało znana legenda o bursztynowej koronie króla Jana III, wykonywaliśmy królewską koronę. Było przedstawienie teatralne – muzeum w Wilanowie ma swój własny teatr, o którym już wcześniej pisałam na blogu. Tym razem obejrzeliśmy sztukę „Kot w butach”. Były warsztaty bożonarodzeniowe i produkcja ozdób choinkowych, które pysznią się teraz na naszym, już ubranym, drzewku.

 

No a dziś… Dziś był kwartet smyczkowy, upominki i dyplomy. Wykaligrafowane ręcznie, na czerpanym papierze. Niezwykłe. Piękne.

 

 

Koniec przygody z programem „Moje ulubione muzeum”?… Tak, być może tak. Wiosną zapewne znów ruszy nabór do programu, ale nie będziemy zabierać miejsca tym, którzy jeszcze nie korzystali z tej formy spędzania czasu z dzieckiem, dziećmi. Naprawdę warto. My, być może, poszukamy podobnych zajęć w innym muzeum – może w Łazienkach Królewskich? Może w Muzeum Narodowym? A może jeszcze gdzie indziej?

 

Nie ma lepszej formy nauki, niż zabawa. A najlepsza jest wspólna.

 

Wilanów zaś i tak pozostanie naszym ulubionym muzeum. Bo ma teatr, kawiarnię, wspaniałe ogrody (i Labirynt Światła, warto zajrzeć). I przede wszystkim ludzi, którzy z pasją dzielą się swoją wiedzą z tymi, którzy chcą słuchać. Pałac Króla Jana III jest dla nas jak ulubiona książka. Zawsze zagląda się do niej z ochotą!

 

A to dyplom M. – Nie bardzo rozumiem, co mi tu napisali, ale napisali ładnie – stwierdził absolwent z dyplomem.

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):