O dobrym dowódcypiątek 8.03.2013

Ninjago

 

W życiu czasem z pomocą przychodzi ktoś, po kim byśmy się wcale tego nie spodziewali. Przekonałam się, że z książkami bywa podobnie.

 

M. kilka miesięcy przed 5-tymi urodzinami dostał szmergla na punkcie Lego Ninjago. Figurki, zestawy, filmy – wszystko było pożądane, natychmiast i najlepiej w dużych ilościach. Wypatrzył też w Empiku książki z serii Ninjago.

 

– Mamo, mamusiu kuuuuupisz mi?

Przejrzałam i do kupowania się nie paliłam: historyjki, bez specjalnej fabuły, bez treści. Uległam, gdy usłyszałam:

– Mamo, mamusiu, ja muszę powiększać swoją wiedzę o Ninjago, no muszę!

Przecież nie stanę na drodze do powiększania wiedzy, nie?

 

Przeczytaliśmy, odłożyliśmy na półkę. Zapomniałam o książkach o ninjach walczących ze złym Lordem Garmadonem.

 

 

NinjagoKilka miesięcy później okazało się, że mamy problem. M. zaczął w przedszkolu zachowywać się niezrozumiale. A to wyrzucił lubianemu koledze zabawkę za krzaki, a to naśmiewał się z przyjaciela. Krótkie rodzicielskie śledztwo wykazało, że M. zachowuje się inaczej, gdyż został żołnierzem wojska dowodzonego przez X. – kolegę o kilka miesięcy starszego.

 

Nie obyło się bez rozmów z przedszkolnym psychologiem. Żołnierz nie czuł się dobrze w swojej roli. A jednocześnie nie umiał się sprzeciwić, ani nawet nazwać niezadowolenia z tego, że X. nim rządzi. Mały uzurpator umacniał się na swojej pozycji, a ja próbowałam wszystkimi sposobami zaszczepić w M. potrzebę przeprowadzenia puczu, buntu i rebelii. Na próżno. – Nie mogę być dowódcą. X. jest dowódcą, bo on potrafi, ja nie potrafię.

 

I wtedy skojarzyłam, że jedna z książeczek Ninjago opowiada o dobrym dowódcy. Zaprzestałam pogadanek i prób wyciągania z M. „co było dziś w wojsku”. Położyłam książkę na widoku (ten sposób działa zawsze), przyszedł: – Poczytamy?

 

Pewnie, że poczytamy!

 

„Na szczęście Cole świetnie sobie poradził. Nie zaczął od oznajmienia, że oto zostaje dowódcą – to bez wątpienia byłaby prosta droga do kłótni. (…) Kiedy pozostali ninja zobaczyli, że wykonanie zadania i bezpieczeństwo przyjaciół są dla niego najważniejsze, Cole od razu zdobył ich zaufanie”.

 

 

NinjagoM. przez kilka dni domagał się czytania opowiadań o tym jak Cole – Ninja Ziemi – dowodził swoimi przyjaciółmi. Już traciłam wiarę, że to coś da i gryzłam się w język, żeby nie podsuwać interpretacji. Przeszliśmy do innych książek, choroba i przerwa świąteczna sprawiły, że przez dwa tygodnie odpoczywaliśmy od przedszkola. Gdy szliśmy tam po Nowym Roku M. stwierdził znienacka: – Wypisuję się z wojska X. I wiesz, co mu powiem? Że wcale nie jest dobrym dowódcą, i nigdy nie był.

 

Nie wiem, czy X. rzeczywiście to usłyszał. Najważniejsze, że temat wojska skończył się jak zły sen, a książka – zwykłe „czytadło” dla małych chłopców, nic co w zwykłych okolicznościach zasługiwałoby choć na wzmiankę – dodała M. odwagi. No i rzeczywiście dała mu jakieś wyobrażenie o tym, jaki powinien być dobry dowódca.

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Anonim napisał(a):

    Wojownicy Ninjago nas szczęśliwie tylko musnęli;). Za to Mikołajek Gościnny’ego i Sempégo bawi dzieci i nas już dłuższy czas, nie rzadko tematem dowódcy i przyjaciół. Nie doczytałam jeszcze, czy jest o nim wpis. Ale przeczytałam już na tyle dużo, żeby obiecać, że na pewno będę często zaglądać i czerpać inspirację.
    Pozdrawiam ciepło,
    też M.

    • Mama M napisał(a):

      O jak miło, pierwszy komentarz na naszym blogu 🙂

      Mikołajek był i jest czytany, i zdecydowanie wpis jest w bliskich planach. Ja Mikołajka uwielbiam od lat, a i M. jest jego fanem.