Poczytam ci, M.

ogolne1Są rodzice, którzy już w kołysce zarażają swoje dzieci pasją do malowania. Albo do paćkania się w glinie czy kucharzenia. Ja – nie.

 

Nie umiem malować, paćkać się w glinie nie cierpię. Gdyby kuchnia była sercem naszego domu, cierpiałby on na poważną arytmię. Trudno.

 

Ale przecież dom mój i M. ma serce, ma! Fotel, biblioteczka (a w zasadzie dwie, plus przepastne półki i pudła, z których jeszcze nie rozpakowaliśmy wszystkich skarbów) – to centrum naszego domu i jego serce. Niektórzy uważają, że cierpimy wręcz na przerost mięśnia sercowego, ale gdzie tam! Książki zawsze się gdzieś zmieści, prawda?

 

Książki – najwierniejsi przyjaciele z dzieciństwa. Zawsze wierni, nawet gdy mogłam czytać je tylko w biegu, w tramwaju, pociągu. Wierni, gdy kupowałam i bez czytania odkładałam na półkę, na kiedyś, na mniej zajętą chwilę.

 

Te, które czytałam jeszcze zanim poszłam do szkoły, wyciągnęłam teraz ze stryszku w rodzinnym domu. Odkurzone, pełnią swoją powinność. Kilka już przeczytaliśmy, następnych nie mogę się doczekać. Doczekać nie może się też M. – Jeszcze stronę! Tylko ten rozdział! Jeszcze ten kawałek, mamaaa! Chociaż tytuł mi przeczytaj!

 

Dziadkowie M. twierdzą, że byłam taka sama. Geny.

 

Ale przecież nie jestem książkowym fundamentalistą. M. (2007) dość wcześnie poznał uroki bajek w TV i na DVD. Od niedawna zdarza się mu grać na komputerze. Nie zabraniam. Dorasta.

 

Tak, poza książkami jest życie… ale z książkami jest go więcej.

 

I o tym właśnie będzie ten blog. O książkach, które wspólnie czytamy.

 

Tych wydanych bardzo dawno (czterdzieści lat temu bez mała) i tych które czytaliśmy dwa, trzy i cztery lata temu i o tych, które teraz kupujemy.

 

O książkach dobrych, wartych przeczytania. I o tych, które na pozór wydają się nieważne, a w czymś niespodziewanie okazują się bardzo pomocne.

 

O książkach, które stały się inspiracją do przeżycia czegoś niezwykłego, i o tych które dały chwile czystej rozrywki.

 

O tych, które spodobały się M. tak bardzo, że mój brak zachwytu musiał ustąpić.

 

No i o tych, które czytam sama dla siebie. I odkładam na półkę z myślą, że kiedyś sięgnie po nie moje dziecko. Że chciałabym, żeby sięgnęło, bo warto.

 

A także – o płytach CD z klasycznymi słuchowiskami oraz muzyką dla dzieci. Pewnie też o audiobookach, choć ich akurat u nas jak na lekarstwo, ale są.

 

I o grach planszowych, które są jeszcze jedną wspaniałą okazją do spędzania czasu razem, a nie obok siebie.

 

No i o wyprawach – do muzeów, teatrów. I o innych wydarzeniach kulturalnych. O filmach czasem też, jeśli trafi się naprawdę dobry, taki o którym warto z dzieckiem porozmawiać, do którego się wraca.

 

Czytamy, słuchamy, gramy. Czytamy i gramy. Jeśli komuś się spodoba – zapraszamy!

M. i mama M.