Polin z dzieckiem. Koniecznie!wtorek 18.10.2016

fot.W.Kryński_Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

Już sama bryła budynku obiecuje bardzo wiele. MamaM. pracuje nieopodal, więc Muzeum Żydów Polskich – Polin – zdążyła poznać o różnych porach dnia, wieczoru, wiosną, latem, jesienią, zimą… Ale tylko z zewnątrz. – Przecież pójdę z M. – obiecywała sobie, spychając gdzieś w okolice trzustki wyrzuty sumienia, że przecież wiadomo, z dzieckiem zwiedza się inaczej. Nie gorzej, ale – inaczej.

 

Zanim na blogu pojawią się notki z przeszłości, coś absolutnie świeżego. Byliśmy w Polin! Zaledwie w niedzielę. I było tak, że notka czekać nie może.

 

Idźcie i wy, jeśli tylko znajdziecie czas i macie dzieci w wieku… No właśnie. W muzeum cztero czy pięciolatek będzie się nudzić na wystawie stałej, ale działa tam prężnie centrum edukacyjne „U króla Maciusia” – organizuje również spotkania dla rodziców z niemowlakami (i oczywiście dziećmi starszymi). Nie ma wymówek – każde dziecko jest mile widziane. M. ma lat dziewięć i jest w złotym wieku, jeśli chodzi o zdolność chłonięcia nowych treści, nowych wrażeń. MamaM. przekonała się o tym po raz kolejny.

 

Miało być tak: wystawa stała w MŻP jest podzielona na segmenty „czasowe”: tysiąc lat historii Żydów w Polsce to wędrówka przez kolejne sale, zaułki. Mieliśmy przejść „w miarę dokładnie” pierwsze siedemset lat, do etapu „żydowskiego miasteczka”, a potem przemknąć przez wiek XIX i XX niemal bez zatrzymywania.

 

Minimalny czas przewidziany na zwiedzanie całej wystawy stałej obliczony jest przez muzeum na dwie godziny. MamaM. przewidywała, że nam zajmie to pół godziny mniej. Tymczasem po dwóch godzinach dopiero docieraliśmy do małego, żydowskiego miasteczka.

 

20161016_142753_HDR

M. nie chciał niczego przegapić. Chciał poznać drogę Ibrahima ibn Jakuba z Kordoby do Krakowa, słuchał uważnie fragmentów kroniki podróży tego kupca i dyplomaty, dzięki któremu księstwo Polan pierwszy raz zostało wspomniane w pisemnych przekazach.

 

M. wyposażał w towary innego żydowskiego kupca, który z Ratyzbony podążał do Kijowa. Uczył się zasad koszerności pokarmów i zaliczył – celująco – test z ich znajomości. Drukował, czytał, słuchał opowieści w audioprzewodniku, coraz szerzej i szerzej otwierając oczy ze zdumienia. – Ale jak to? Dlaczego? – pytał, gdy słyszał o prześladowaniach ludności żydowskiej. A był dopiero wiek XVII…

 

Sztetl, małe żydowskie miasteczko, nie zauroczyło nas tak, jak przypuszczałam. Być może był to kryzys wywołany właśnie przez to, że tam mieliśmy kończyć wędrówkę?

 

W każdym razie poszliśmy dalej, przez wiek XIX (tam zatrzymaliśmy się na dłużej w dworcowej poczekalni, w której wysłuchaliśmy opowieści o emigracji, głównie za ocean), i potem – dwudziestolecie międzywojenne, ulicą rozświetloną latarniami, z szyldami żydowskich sklepów i zakładów usługowych, z kinem, restauracją i salą taneczną, do których można wejść, zasłuchać się w polskie szlagiery, zatańczyć, obejrzeć fragment przedwojennego filmu, pożegnać się…

 

20161016_154906

 

MamaM. wiedziała, co będzie potem. Może dlatego zostaliśmy dłużej. Żeby zebrać siły.

 

Rok 1939. Rok 1940.

 

Galeria Zagłada FOT. M.STAROWIEYSKA_D.GOLIK

FOT. M.STAROWIEYSKA_D.GOLIK

 

 

Getta w sześciuset mniejszych i większych miejscowościach. Opowieść głodującego, odliczającego godziny do kolejnego posiłku, mężczyzny. Mężczyzny pracującego, któremu przysługiwała miska zupy. Ilu nie miało nawet tego? Likwidacja getta. Kartki „Ratujcie nas”, „Jeszcze można nas uratować”. I powstanie.

 

20161016_160403

 

Przy tym wierszu zawsze płaczę. Płakałam i w muzeum. Nie byłam w stanie ani się opanować, ani ukryć łez.

 

Jedwabne i powojenne pogromy. – Dlaczego? – nie mógł zrozumieć M. Ale czy to w ogóle można zrozumieć?

 

Powojnie – to również czas budowy komunizmu, i to również jest przedstawione na ekspozycji. I rok 1968, ostatnia czystka, wypędzenie. Przecież nie wszystkich – część inteligencji o żydowskich korzeniach pozostała, jest więc i karta KOR, i „Solidarność”, którą współtworzyli… Tak, jak współtworzyli historię Polski, Polin przez całe tysiąc lat.

 

Wychodząc z wystawy wypełniamy krótką ankietę. – Co zrobiło na tobie największe wrażenie? – pytam M. na potrzeby małej, białej karteczki. – Wszystko, wszystko. Najbardziej chyba ulica, bo było tak pięknie i niedawno… Sto lat temu.

 

Wiem, że wrócimy.

 

Na wystawę stałą i na czasowe.

 

Na warsztaty „U króla Maciusia”.

 

– Ja też chcę – mówi CiociaM., gdy dzielę się wrażeniami i przesyłam zdjęcia z MŻP.

 

Czy wspominałam, że bilet dla dziecka na wystawę stałą kosztuje tylko złotówkę?

 

I że w MŻP jest restauracja i kawiarenka, w których podają podobno najlepszą w Warszawie paschę?

 

To zdecydowanie jest jedno z najbardziej „naszych” miejsc w Warszawie. Polecamy!

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Glonek napisał(a):

    Miejsce wydaje się interesujące. Sama nie umiem jakoś tak szukać miejsc do zwiedzania, wolę się posiłkować czyimiś wrażeniami, dziękuję 😉