Pompon w rodzinie Fisiówpiątek 22.03.2013

Pompon w rodzinie Fisiów

 

Oj, smokowo się zrobiło na blogu! Ale uprzedzałam – M. po krótkiej fazie piratów wszedł miękko w fazę smoczą, i tkwi w niej do dziś. Właśnie skończyliśmy „Aferę smoka Nudożera”, więc czas na opisanie naszej domowej smoczej-prawie-klasyki (prawie, bo prawdziwa klasyka to wszystkie wersje legendy o Smoku Wawelskim).

 

 

 

„Pompon w rodzinie Fisiów” Joanny Olech to bez dwóch zdań ulubiona smocza lektura M. – i moja też.

 

 

Wydawnictwo Znak sklasyfikowało książkę w przedziale wiekowym 6-10 lat, ale M. jako 4,5-latek radził sobie świetnie z momentami abstrakcyjnym poczuciem humoru i śmiał się do rozpuku. Ja też się śmiałam, i to w głos. No bo czy można zachować powagę przy takim kawałku?

 

Kto to zrobił? – krzyczała Mama. – Uduszę drania! Pytam po dobroci – KTO?! Była sobota, ósma rano, ledwo otworzyliśmy oko. Mama stała na środku pokoju, potrząsając dramatycznie pustym słowikiem po kremie. – Nie wiem, o co pytasz, ale to na pewno nie ja – odpowiedziałam przezornie. – Ani ja! – zapewnił Gniewek. W takim razie to musiałem być JA – dobiegł nas spod kocyka głos Pompona. – A o co właściwie chodzi? – O krem przeciwzmarszczkowy, który dostałam od Świętego Mikołaja – wysyczała Mama, zbliżając się do Pomponowego łóżeczka ze złowrogim wyrazem twarzy. – Dolce & Gabbana, potwornie drogi krem! Przyznaj się, gadzie, zjadłeś? – ryknęła Mama, zrywając kocyk z Pompona. – O jejku, żeby zaraz „gadzie”? Tyle rabanu o odrobinę perfumowanego tłuszczu? – fuknął smok, próbując naciągnąć kocyk na głowę. – Per-fu-mo-wa-ne-go tłuszczu? – Mama wyglądała, jakby miała za chwile eksplodować. Pożarłeś mój najlepszy krem, troglodyto!!! A muchy to nie łaska? A robale? – cedziła z furią.

 

Nigdy w życiu nie miałam kremu Dolce&Gabbana, ale podejrzewam, że gdyby jakiś przygarnięty przez moje dziecko smok…

 

… o przepraszam, z tego wszystkiego nie napisałam, że Pompon – ów zawadiacki smok w krakowskiej czapce, pewnego dnia wyłonił się z otworu kanalizacyjnego w mieszkaniu rodziny Fisiów. Dzieci, jak dzieci – znalezionym zwierzątkiem zawsze chętnie się zaopiekują. A że to smok, a nie kundelek? Cóż stoi na przeszkodzie oswoić i pokochać smoka? A ponieważ smok całkiem dobrze radzi sobie z ludzkim językiem, staje się nie tylko podopiecznym, ale przyjacielem, domownikiem, członkiem rodziny.

 

Pompon w rodzinie Fisiów

„Pompon w rodzinie Fisiów” to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy kochają smoki. I dla tych, którzy lubią się dobrze bawić, czytając książki. Intuicja mi podpowiada, że M. jeszcze nie raz wróci do „Pompona” – z moją pomocą, lub sam. To jedna z takich książek, do których można zaglądać tylko po to, żeby się szeroko uśmiechnąć.

 

Wiecie, że Pompon doczekał się potomstwa? I zamieszkał na Wawelu? A jego dzieci, Pulpet i Prudencja, też zostały ślicznie opisane przez Joannę Olech? Jeśli nie wiecie, zaglądajcie na naszego bloga, wkrótce postaramy się narobić wam apetytu na kolejne smocze danie literackie.

 

PS. Dziękujemy wszystkim, którzy do nas zaglądają i czytają. Dopiero raczkujemy w blogosferze, a mamy prawie 1,3 tysiąca odsłon. Wkrótce odpalimy z M. pierwszy konkurs, a co!

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

1 Pingbacki & Trackbacki do wpisu Pompon w rodzinie Fisiów

  1. […] już jako czterolatek, miał prawdziwego hopla na punkcie smoków. Pisałam o tym na blogu nie raz i nie dwa. Nie przeszło mu – choć okazji do czytelniczych smoczych uczt nie przybyło. W […]