Przygody Baltazara Gąbkiniedziela 31.03.2013

Przygody Baltazara Gąbki

 

Czytanie z M. to fantastyczny wehikuł czasu. Odzyskuję wspomnienia sprzed lat trzydziestu z górką. Wracają – piękniejsze, bardziej kolorowe. Szara okładka „Porwania Baltazara Gąbki” Stanisława Pagaczewskiego, w książce czarno-białe ilustracje – to wspomnienie. A dziś – piękna, kolorowa edycja klasyki, czyli trylogia o przygodach wielkiego uczonego z Grodu Kraka.

 

Znacie? Pewnie, że znacie – kto ich nie zna.  Oto oni: Smok Wawelski, zielony, pogodny jaszczur w szlafroku i czapce z daszkiem, uwielbiający lizaki. Poczciwy Książę Krak, władca dobry i sprawiedliwy. Bartłomiej Bartolini, kucharz nad kucharze, rożnem władający jak szpadą… A oprócz nich – tajemniczy Don Pedro, mroczna kraina Deszczowców, szpiedzy (ach, nieoceniony pan Mżawka)… No i oczywiście idylliczna Nasturcja, miasto marzeń, które profesor Gąbka ratuje od poważnych tarapatów, czyli zdobycia przez armię zbójców, na czele których stoi obalony tyran…

 

Książka, wydana w 1965 roku, nic a nic nie straciła na aktualności – nie mogła, skoro akcja rozgrywa się w czasach rządów Kraka, gdy Wawel otaczały przepastne bory. Cacuszko – dorosły czytelnik może się bawić, tropiąc w książce nawiązania do rzeczywistości PRL (w książkach pojawiają się dwie mroczne, totalitarne krainy, z których jedna tonie w deszczu, druga – w promieniach słońca). Dziecko nie zrozumie wszystkich niuansów (np. podłości donosicieli w Krainie Deszczowców), ale nie przeszkadza to w fantastycznym odbiorze. W końcu jest to książka przygodowa z elementami historical fiction i thillera szpiegowskiego.

 

Przygody Baltazara GąbkiPierwszych dwóch części M. wysłuchał „na wdechu”, zwłaszcza że tkwił po uszy w fazie smoczej, i każda książka ze smokiem na okładce była przedmiotem czytelniczej żądzy. Przeżywał aresztowanie profesora Gąbki, każdą przygodę ekspedycji ratunkowej rozważał po kilka razy, pytań i komentarzy nie było końca. Dłuższą chwilę zajęło nam jedynie zrozumienie, że Smok Wawelski z książek Pagaczewskiego to jest z jednej strony ten sam, dobrze znany potwór z krakowskich legend, z drugiej – postać jeszcze bardziej od tego legendarnego smoka fikcyjna. Ale w końcu się udało.

 

„Porwanie Baltazara Gąbki” oraz „Misja Profesora Gąbki” tak spodobały się M., że bez wahania sięgnęliśmy do trzeciej części – „Gąbka i latające talerze”, która również znajduje się w wydanej przez Wydawnictwo Literackie „Trylogii”. To był jednak falstart – akcja rozkręca się zbyt wolno jak na potrzeby i możliwości 5-latka, spragnionego takiego samego natężenia zwrotów akcji i nagromadzenia przygód, jakie pamiętał z „Porwania” oraz z „Misji”.

 

– Wrócimy do tej książki, jak będę w trzeciej klasie – stwierdził z powagą mój kandydat na pierwszaka. Trylogia powędrowała na półkę, a my od czasu do czasu z dużą radością oglądamy odcinki serialu animowanego wyprodukowanego przez Telewizję Polską w latach 1969-1970. To najlepszy dowód, że przygody Baltazara Gąbki są jak dobre wino. Im starsze, tym lepsze.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):