Skąd się biorą dziury w serze?wtorek 18.06.2013

Skąd się biorą dziury

„Sama tego chciałaś…” – MamaM. może sobie zanucić i pogratulować doboru kolejnej lektury. Wszystkie sześciolatki ponoć mają skłonność do zadawania tryliona dociekliwych pytań, na które odpowiedź nie zawsze tkwi w mózgu dorosłego. M. nie jest wyjątkiem.

 

I nie, nie jestem matką alfa, która na każde pytanie musi znać odpowiedź bo inaczej nie śpi w nocy. Bez mrugnięcia powieką mówię: – Nie wiem, ale możemy sprawdzić w książce/encyklopedii/internecie. Aby to sprawdzanie było miłe i ciekawe, MamaM. zaopatruje biblioteczkę w przydatne – i odpowiednie dla wieku – publikacje. Serię „Ciekawe dlaczego…?” wielbimy nadal, ale MamaM. rozgląda się za bardziej rozbudowanymi, inspirującymi lekturami.

 

 

„Skąd się biorą dziury w serze?” – książka Petry Schmitt i Christiana Drellera (Prószyński i S-ka) wraz z kolorowymi ilustracjami Heike Vogel wpadła mi w oko już jakiś czas temu i została zakupiona oraz schowana w czeluściach szafy. A podczas zmiany garderoby z zimowej na wiosenno-letnią została wyciągnięta i sprezentowana M. bez okazji. Hm. Z okazji zakończenia czytania ukochanej książki „Lato misia Kazimierza”, niejako na osłodę.

 

Dlaczego dzięcioła nie boli głowa od stukania w drzewo? Dlaczego niektóre ryby mogą utonąć? Gdzie jest wiatr, kiedy nie wieje? – to tylko niektóre z pytań, na które odpowiedzi znajdują się w zabawnych, niezbyt długich historiach z dziećmi w roli głównej. Dla sześcio, siedmio i ośmiolatków – tych dociekliwych i tych, których ciekawość trzeba obudzić – książka idealna.

 

M. jest usatysfakcjonowany. Już wie, dlaczego banany są krzywe i jak to się dzieje, że samoloty potrafią latać. A także – skąd się biorą dziury w serze. Ale myli się ten, kto sądzi że przeczytanie zabawnej historyjki o tym, jak klasa Jeży tropi przestępców dziurawiących sery – oczywiście w mleczarni – kończy temat dziur w serze. Oraz serów jako takich. I dziur. Nie – wręcz przeciwnie. Temat dopiero zostaje otwarty. M., dowiedziawszy się o istnieniu bakterii kwasu mlekowego chce o nich wiedzieć „wszystko co się da”. Podobnie zresztą jak z o ciśnieniu, które sprawia że samoloty unoszą się w powietrzu.

 

skad

Efekt? MamaM. docenia walory poznawcze książki „Skąd się biorą dziury w serze?”. Jako rodzic świadomy wie, że budzenie ciekawości dziecka to – obok dostarczania pożywienia i zapewniania bezpieczeństwa – podstawowa powinność opiekunów. Że ciekawy wszystkiego M. ma szansę na Nobla z biologii lub chemii. A może wynajdzie szczepionkę na wszystkie choroby świata. Albo po prostu – będzie doskonały w swoim fachu, bo będzie czuł to nieustanne mrowienie w mózgu „a może by coś tu spróbować inaczej, lepiej, szybciej…?”.

 

Ale dziś, gdy M. po raz kolejny pyta o bakterie, kwas mlekowy i czy kiedyś pójdziemy do ogrodu botanicznego żeby sprawdzić jak rosną banany – MamaM. planuje powrót książki do szafy, pod podkłady odzieży zimowej. Na razie – to kompromis między MamąM.-świadomą rodzicielką i MamąM.- zmęczoną rodzicielką – stanęło na tym, że czytamy codziennie jedną historyjkę.

 

Bo koktail z pytań w trzech różnych sprawach, jaki MamaM. zafundowała sobie w pierwszym dniu czytania, to za dużo nawet dla świadomej MamyM.

 

PS. Zupełnie serio – polecamy! Oboje. Książka jest świetna, i  może właśnie dlatego nie warto czytać jej „ciurkiem”.

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Joanna J napisał(a):

    Pamiętam z dzieciństwa taki wierszyk, chyba Brzechwy