Smakować Rzym i nie zbankrutowaćwtorek 8.11.2016

20160204_124305

Stawialiśmy na street food, ale gdy byliśmy cały dzień na nogach, wypadało zjeść lunch nie na ulicy, by umyć ręce, odsapnąć. Bardzo duża pizza i butelka wody to koszt ok. 10 euro. Ujdzie 🙂

 

 

Klamka zapadła, jedziemy do Rzymu! Gdzie spać, gdzie jeść, co zwiedzić i ile to kosztuje? Okazuje się, że Rzym nie musi być drogi – nawet w wersji nie skrajnie oszczędnej. Po prostu – rozsądnej.

 

Tani nocleg w Rzymie

 

Za pięć nocy w Rzymie dla dwóch osób można wydać kilka tysięcy euro… Ale bądźmy poważni – takich ofert MamaM. w ogóle nie brała pod uwagę. Bardziej interesowały ją takie, w których budżet za noc nie przekraczałby 30 euro, najlepiej ze śniadaniem.

 

Czy to oznacza, że nocować chciała ona pod Rzymem, w motelu o podejrzanej reputacji? Nic z tych rzeczy!

 

I dlatego, za niecałe 150 euro (na pięć nocy, dla dwóch osób!) MamaM. znalazła miejscówkę tuż przy murach Watykanu: B&B Near. Rzut beretem od stacji metra Ottaviano. Doskonały punkt wypadowy do zwiedzania wszystkich atrakcji Rzymu i rozkoszowania się tym, co w Rzymie najlepsze (zabytki, to oczywiste, ale też pizza, tiramisu, lody, pizza…)

 

Pensjonat – a dokładniej, mieszkanie w zadbanej kamienicy, w którym przesympatyczny gospodarz „dochodzący” udostępnia apartament (dla większej liczby gości) i dwa pokoje ze wspólną łazienką (absolutnie niekrępujące rozwiązanie). Do dyspozycji gości jest zaś w pełni wyposażona kuchnia (z ekspresem do kawy na kapsułki, prawdziwe espresso, mmmm, wyciskarką do cytrusów, tosterem, opiekaczem, kuchenką mikrofalową…).

 

20160204_173918

Na talerzu w kuchni codziennie pojawiały się świeże cytrusy, gospodarz uzupełniał zapasy mleka i soku. Mniam!

 

 

Goście dostają koszyczki ze śniadaniem (pieczywo tostowe, wędlina, nutella, dżem, masło), zaś w kuchni jest mleko, płatki, owoce…. Naprawdę – włoskie śniadanie na bogato. Nam śniadanie starczało do godzin południowych, a potem można było zjeść loda. Albo pizzę.

 

Jak szukać takiego noclegu? MamaM. radzi: na booking.com. Przydaje się również Trivago – można porównać ceny ofert (ale w 99 proc. i tak najtańsze ma właśnie booking.com). Generalnie: szukanie noclegu poza sezonem jest czystą przyjemnością. Można przebierać i wybierać w ofertach w nieskończoność – aż trudno się zdecydować.

 

Czego nie robić? Bezpieczniej jest nie korzystać z ofert bezzwrotnych (czyli najtańszych) na długo (czyli na więcej niż tydzień, realnie patrząc) przed terminem przyjazdu. Zwłaszcza, gdy wybieramy się z dzieckiem. Wiadomo, nikt nie lubi tracić pieniędzy wydanych na bilet (zwłaszcza lotniczy), ale dzieci, częściej niż dorośli, chorują. Więc tfu, tfu, w niemalowane… MamaM. rezerwowała swój pensjonat na cztery dni przed wylotem. Rezerwacja z użyciem karty, ale możliwość anulowania rezerwacji bez kosztów do 24 godzin przed terminem. Optymalnie. Gdyby (tfu, tfu…) coś się wydarzyło w ostatniej chwili – karta obciążona by została tylko kosztami jednej nocy. Taki deal.

 

W sezonie reguły się zmieniają. W sezonie dobre oferty w ostatniej chwili?… Cóż, zdarzają się, ale trudno zakładać śnieg w sierpniu, prawda? Umówmy się jednak – ryzyko zapalenia oskrzeli czy nawet gardła (albo nawet uporczywego, ogromnego gluta u dziecka, z gęstym katarem trudno podróżować dorosłemu, nie wyobrażam sobie zapakować do samolotu zakatarzonego dziecka) w kwietniu czy czerwcu jest dużo mniejsze niż w styczniu-lutym, można więc z większym spokojem rezerwować noclegi z wyprzedzeniem, czy też w opcji bezzwrotnej.

 

W sezonie czy nie, na booking.com ustawiam – zawsze – filtr w ocenach na 8 (warunki bardzo dobre). Jestem wymagająca? Gdybym podróżowała sama i zakładała intensywne zwiedzanie, warunki nie byłyby aż tak ważne (choć spartańskich nie lubię). Z dzieckiem sytuacja wygląda nieco inaczej. M. jest duży, ale to jednak ciągle dziecko. Potrzebuje chwili odpoczynku w ciągu dnia (choćby to miało być oglądanie bajki Masza i niedźwiedź po włosku), przydaje się też działające wifi… Normalnie ma być, po prostu.

 

Gdzie i co jeść w Rzymie?

 

Tanie posiłki w Rzymie? Poprzedni pobyt się z tym MamieM. nie kojarzył. W trattoriach i restauracjach zostawialiśmy minimum po 40-50 euro (wino, dużo wina!). Jednak tym razem, już na etapie przygotowań do rzymskiej eskapady czułam, że będzie inaczej.

 

Rzym (Włochy) to przecież obłędny streed food. Pizza w kawałkach. Makarony na wynos. Ba, nawet typowo kawiarniono-restauracyjny deser można – w wersji delux, choć w kartonikowym opakowaniu – kupić na wynos. Rzym wspominamy – do tej pory, oboje – jako eksplozję radości z jedzenia niezbyt drogich potraw. Dwa czy trzy razy poszliśmy też w „lepsze” miejsca. Być w Rzymie i nie zajść do prawdziwej trattorii? Niepodobna!

 

To, co możemy polecić, w kolejności zupełnie przypadkowej. Potraktujcie to jako absolutny „must eat” w Rzymie, szczerze rekomendujemy!

 

20160203_135042

Klasyczne czy pistacjowe…? Mmmmmmm musicie spróbować obu!

 

 

Pompi. Cukiernia (mają bodaj trzy lokalizacje, jedna przy Watykanie, druga przy Schodach Hiszpańskich) z najlepszym – w naszej zgodnej opinii – tiramisu w mieście. Kartonik kosztuje 4 euro, i zwracają się te pieniądze z każdym kęsem. Tiramisu występuje w kilku wariantach, próbowaliśmy klasycznego i pistacjowego. Niespróbowanie truskawkowego i bananowego MamaM. uważa za akt heroizmu (albo przejaw skrajnej głupoty). Pyyyyyszne! Zjadamy na wynos, łyżeczki są ukryte w pudełkach. Jedno pudełko dla jednej osoby, nie próbujcie nawet oszczędzać.

 

20160203_171921

Panificio Mosca. Bułeczki może wyglądają niepozornie, ale to pozory. Poezja smaku, naprawdę! Niebo w buzi, jak mawia M.

 

 

Panificio Mosca. Jeśli komuś uda się zarezerwować naszą miejscówkę – lub inne miejsce w tej okolicy – niech szuka tej niezwykłej piekarni. Niezwykłej, choć bardzo zwyczajnej. Niezwykłość mierzy się kolejką mieszkańców „lokalsów” – rano i wczesnym wieczorem. My zakochaliśmy się w minipizzach czy też raczej – placuszkach, np. z cukinią, sosem pomidorowym albo jeszcze z pieczarkami… Pyszna jest też foccacia na metry… Takie przekąski kosztują grosze (no dobrze, centy), smakują niebiańsko. A gdy się dużo chodzi, to węglowodany się przydają, oj przydają.

 

Forno Campo de’ Fiori. Campo di Fiori to dla MamyM. Miejsce niezwykłe, z pięknymi wspomnieniami sprzed lat, również z wyjazdu przedsezonowego, gdy turystów było jeszcze tyle co na lekarstwo. A na targu, mimo wczesnej wiosny, można było kupić poziomki. Z białym winem smakowały doskonale… Z M. nie rozglądamy się jednak za poziomkami (i winem), a jakimś posiłkiem – zbliża się południe i pora na uzupełnienie zapasu energii. Piekarnia Forno Campo de’ Fiori zapewnia energię z pizzy najwyższej jakości. Oczywiście, pizzy w kawałkach, ciętej z metra. M. jest konserwatystą, chce z pieczarkami. MamaM. eksperymentuje i bierze z ziemniakami. Solidne kawałki – za jedynie 4,8 euro (obydwa). Mamy lunch, który konsumujemy patrząc na pomnik Giordano Bruno. Oczywiście, że się kręci!

 

20160205_100956

Choć nad lokalem nie unosi się biały dym, codziennie obwieszcza on wyznawcom dobrą nowinę. Mamy pizzę!

 

 

Habemus Pizza! Sto punktów do zajefajności za nazwę. Uroczy, mały lokalik tuż przy Watykanie (bar, je się na wynos albo przy stolikach na zewnątrz) z bardzo dobrą pizzą na grubszym cieście. Pizza smaczna, wybór – zależy od pory dnia (my byliśmy w niedzielę wieczorem, po przylocie, to był nasz pierwszy posiłek w Rzymie, wybór nie był oszałamiający, ale pięć czy sześć rodzajów pizzy czekało). Za trzy duże kawałki pizzy i jakiś napój zapłaciliśmy 6 euro.

 

20160201_200005

Pizza z Pizzarium Bonci, wzięta na wynos, jedzona w domu. Znakomita na ciepło i na zimno (w pudełku zostały jeszcze dwa kawałki i nie przejedliśmy na kolację. Chyba przez te bąble w cieście…

 

 

Bonci, czyli Pizzarium. Mają dwie miejscówki – obie w okolicach Watykanu. Miejsce dla pizzowych koneserów obowiązkowe. Jest drożej niż w innych miejscach, gdzie sprzedają pizzę w kawałkach, ale naprawdę jakość jest niewyobrażalna. Odlot. Próbowaliśmy pizzy serowej, z ziemniakami i mięsem, z cukinią… Koszt – 10 euro (kolacja i jeszcze kawałek został na śniadanie, pizza na zimno po nocy okazała się nadal BARDZO smaczna). Trudno się dogadać (angielski nie jest mocną stroną obsługi), a raczej byłoby trudno, gdyby nie pomocni Włosi – współstacze z ogonka, którzy w mowie Szekspira doradzają i tłumaczą turystom, czego warto spróbować. Tak, w Bonci stoi się w kolejkach, a Rzymianie kupują bardzo duże kawały pizzy na domowe posiłki.

 

Lodziarnie w Rzymie

 

Włochy, Rzym – dolce vita… Jakie to banalne, ale też pyszne. Dolce vita to lody (również). A więc…

 

20160203_102615

Mała porcja lodów – 2,5 euro. Inwestycja w kubki smakowe!

 

 

Lemongrass. Wybór numer jeden. W okolicach Watykanu mają chyba dwie lub trzy lodziarnie, my zachodziliśmy do tej tuż przy stacji metra Ottaviano – na dzień dobry, albo dobre popołudnie, a raz nawet na dobry wieczór. MamaM. nie mogła się oprzeć kasztanowym, ale również czekolada, pistacja i orzechy dawały radę. Do tego pyszna kawa – espresso lub cappuccino… Ja chcę tam wrócić!!

 

20160201_114726

Mała porcja, 2,5 euro. Blue Ice…

 

 

Blue Ice. Też co najmniej kilka miejscówek, my kosztowaliśmy lodów przy Campo di Fiori. Ogromny wybór smaków. 2,5 euro kosztowała najmniejsza porcja (dwa smaki), która jest naprawdę duża. Świetne lody pistacjowe, dla mnie to wyznacznik jakości lodziarni. M. zachwycony bardziej dziecięcymi smakami – lody marshmallows i kinder, wcześniej (byliśmy dwa razy) oreo i nutella. Wszystkich odwiedzających Campo di Fiori namawiamy i zachęcamy. Warto!

 

Old Bridge. Jedna z najbardziej kultowych rzymskich lodziarni podobno otwarła swoją filię w Korei (Południowej rzecz jasna). Tuż pod murami Watykanu. Byliśmy. Lody dobre, nawet bardzo – ale my woleliśmy Lemongrasse w tej lokalizacji.

 

20160205_112244

 

Grom. To były lody na pożegnanie z Rzymem już na stacji Termini. Pyszne, ale czy można lodziarnię ocenić po jednej wizycie? Ale Grom to znana marka, mają też filie zagraniczne, więc pewnie nikt się nie zawiedzie.

 

Choć stawialiśmy tym razem na street food, nie znaczy że w ogóle nie bywaliśmy w lokalach. Zwykle jednak wybieraliśmy takie bardziej barowe, zwyczajne. Raz wybraliśmy do prawdziwej, rzymskiej restauracji: La Fiorentina, niedaleko naszego pensjonatu.

 

I to najlepszy dowód, że warto zachować dystans do ocen wystawianych choćby na Tripadvisor. La Fiorentina ma na tym portalu tylko trzy kulki (więc średnio) – a było przepysznie. MamaM. nauczyła się nie dowierzać ocenom i kierować się intuicją. Jeśli knajpka/restauracja/trattoria jest pełna, i dominuje przy tym język włoski, goście są uśmiechnięci i zjadają z apetytem – można wchodzić śmiało.

 

Kolacja była bombowa: carpaccio wołowe (MamaM.) i cacio e pepe, czyli makaron z masłem, pieprzem, oczywiście z dużym dodatkiem płatków parmezanu (M). Wystrój – klimatyczny. Wino – w niedużej ilości, wiadomo – odpowiedzialny rodzic etc. – białe, przyjemne (domowe). Rachunek – niepowalający. Warto było zainwestować we wspomnienia (kulinarne).

 

Jak dostać się z lotniska do centrum Rzymu (i odwrotnie)

 

Zanim zameldowaliśmy się w pensjonacie, zanim poszliśmy na pierwszą pizzę…. Trzeba było przemieścić się z lotniska Fiumicino do centrum Rzymu. Wizzair może i pobiera opłaty za bagaż, ale za to nie ląduje na Ciampino, z którego dojazd jest dłuższy i droższy, a samo lotnisko – mniej atrakcyjne. Owszem, Wizzair jako linia low-costowa ląduje i odlatuje z gorszego, mniej wypasionego terminala na Fiumicino, ale to akurat żaden problem.

 

Z Fiumicino do centrum Rzymu można się dostać:

– komunikacją miejską (autobus rejsowy plus metro) – wersja najtańsza

– autobusem lotniskowym – 4 euro od osoby (lub nieco drożej, zależy od firmy)

– pociągiem zwykłym – ok. 8 euro od osoby (szybciej niż autobusem, zwykły pociąg nie przejeżdża przez Termini)

– pociągiem typu lux-torpeda J Leonardo – 14 euro od osoby.

 

Uwaga! Pociągami dzieci podróżują bezpłatnie. Metrem również. W wariancie pierwszym dziecko płaci tylko za autobus dowożący do metra (z tego co pamiętam ok. 2 euro), w drugim – pełną stawkę, nie ma zniżek.

 

My, ze względu na to, że przyjeżdżaliśmy w niedzielę (nie ma korków), jechaliśmy z lotniska autobusem lotniskowym. Z powrotem – wylot w piątek po południu – wybraliśmy ekspres Leonardo. M. – gratis oczywiście.

 

Komunikacja miejska w Rzymie

 

A w samym Rzymie, jak MamaM. pisała, dziecko do lat 10. – komunikacja miejska gratis. Bilet 100 minutowy (jeden przejazd metrem, są trzy linie, i nieograniczona liczba przejazdów tramwajami i autobusami w ramach 100 minut) kosztuje 1,5 euro.

 

My w ciągu pierwszych trzech dni jeździliśmy komunikacją miejską w sumie może pięć razy, więc MamaM. kupowała bilety jednorazowe. Na dwa dni kupiła zaś bilet 48 godzinny, bo przemieszczaliśmy się po całym Rzymie, zwiedzając różne bardziej odległe miejsca, w tym – między innymi – najnowocześniejszą w Europie linię metra bezzałogowego. Żeby dojechać do linii C, musieliśmy jechać dość długo autobusem, ale było warto J

 

MamaM. nie będzie się szczegółowo rozpisywać o komunikacji miejskiej – wszystkiego się dowiedziała z super hiper ekstraśnej strony rzym.it, którą niniejszym poleca jako najpraktyczniejszy przewodnik po Wiecznym Mieście!

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):