Syfon, pies taki jak Tywtorek 20.01.2015

Syfon

Żyjesz sobie MamoM. spokojnie. Śledzisz zapowiedzi wydawnictw, polujesz na nowości w księgarniach (fakt, że „jestę blogerę” umyka jakoś większości wydawnictw, ale może to i lepiej, na pewno dla godzin snu MamyM.). Aż tu nagle książka spada ci jak z nieba, zupełnie przez przypadek. Potykasz się o nią, można rzec.

 

To nieoficjalnie. Bo oficjalnie „Syfon, pies taki jak Ty” Iwony Kamińskiej to prezent od świętego Mikołaja. Prezent sprezentowany, najprawdziwsza niespodzianka – nie tylko dla M.

 

I gdy już przeczytaliśmy, a raczej połknęliśmy „Cebulkę”, przyszła pora na „Syfona”. Książkę dla dzieci, wydaną własnym sumptem przez autorkę. To zwykle rodzi podejrzenia – no bo jeśli książka byłaby dobra, myśli czytelnik, pewnie wydałoby ją jakieś wydawnictwo, zarobiło mnóstwo pieniędzy… A tak?

 

Książka JEST dobra, z niewielkimi zastrzeżeniami. Zwykle, gdy MamaM. ma zastrzeżenia do książki, jeszcze uważniej niż zwykle polega na zdaniu, reakcjach M. Na jego zaangażowaniu w lekturę. W przypadku tej książki – odbiór jej przez M. równoważy wszystkie drobiazgi, o których MamaM. napisze na końcu.

 

„Nazywam się Syfon i mam cztery lata”. Bohater książki i narrator opowieści to piesek po przejściach. Takich przejściach, o jakich nie chcemy słyszeć. Nie chcemy wiedzieć. Przed którymi zamykamy oczy, uszy. Niezwykle trudno jest czytać dziecku pogodną przecież opowieść, w której co kilka stron pojawiają się – niczym czarne chmury – wspomnienia okropnych chwil, jakich Syfon doświadczał przy swoim poprzednim panu. Panu, który go bił. Karał w okrutny sposób. Wreszcie, który chciał utopić go w rzece.

 

Syfon, snując swoją opowieść, jest pieskiem szczęśliwym. Ma swoją panią, która go kocha i którą on kocha najbardziej na świecie. Ma przyjaciół. Ma ukochany kocyk. Ale nie wszystko w jego życiu jest różowe. Syfon nie cierpi suchej karmy, nie lubi się kąpać. I nie lubi, gdy inne psy się z niego śmieją. Zdarza mu się wtedy nawet posikać ze strachu.

 

M. słucha tych opowieści z wypiekami. Każdy z rozdziałów, w których Syfon opowiada o swoich przygodach, ale przede wszystkim emocjach, wywołuje bardzo żywe reakcje. M. komentuje, domaga się wyjaśnień, zastanawia się nad tym, co Syfon opowiedział. Książka, która ma taki rezonans u 7,5-latka, musi być dobra. Nawet jeśli…

 

…jeśli MamaM. kręci troszkę nosem.

 

Na ewidentne niedoróbki korektorskie. Przeczytaliśmy trochę więcej niż połowę książki i znalazłam trzy lub cztery naprawdę bijące po oczach błędy ortograficzne. I o wiele więcej interpunkcyjnych – za dużo przecinków! W książkach dla dzieci razi to o wiele bardziej, niż w książkach dla dorosłych.

 

Na nie do końca udany, a może tylko nie do końca dobrze zrealizowany pomysł z opowieściami terapeutycznymi, które następują po każdym rozdziale z Syfonem w roli głównej. Według MamyM. (ale też chyba M.) książka nic by nie straciła bez tych baśniowo-bajkowych wtrętów.

 

M. natomiast nie spodobał się inny pomysł autorki, by trudne wyrazy wyjaśniały dzieci. – Nie czytaj mi tych głupot! – stwierdził po drugim czy trzecim „objaśnieniu”. MamaM. też nie jest do końca przekonana do tej idei. „Syfon, pies taki jak Ty!” to jednak książka dla dzieci. Pewnie nieco starszych niż M., ale niewiele. W takich książkach, chyba, lepiej unikać wyrazów potencjalnie dla dzieci niezrozumiałych. A jeśli już je wprowadzamy, niech towarzyszy im proste wyjaśnienie. Ale, przyznaję, MamaM. w kilku miejscach się zaśmiała.

 

Jeśli te zastrzeżenia wobec książki kogoś zniechęcą do sięgnięcia po „Syfona”, niech jednak żałuje. To jedna z najwartościowszych książek dla dzieci, jakie MamaM. miała w rękach w ostatnich miesiącach. Książka bardzo „miękka” (choć w twardej okładce). Prześlicznie zilustrowana. Prowokująca do myślenia – rodzica i dziecko. Uwrażliwiająca na uczucia innych. Po prostu piękna.

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):