Tobisobota 4.04.2015

Tobi

 

Gdy MamaM. była nieco starsza niż obecnie M., to znaczy miała gdzieś dziewięć, dziesięć lat, uwielbiała sobie wyobrażać, że jest… mrówką.

 

No, może nie do końca mrówką, ale że jest takiego wzrostu jak mrówka, i może dzięki temu wcisnąć się dosłownie wszędzie. MamaM. do dziś pamięta, jak sobie wyobrażała, że bez problemu wchodzi na przykład do ulubionej cukierni… Fakt, że po takiej wizycie byłaby niezwykle utytą, pozbawioną talii mrówką, nie spędzał jej nigdy snu z powiek i nie przerywał miłego bujania w obłokach.

 

M. najprawdopodobniej nigdy nie podzieli takich marzeń. To niezwykle praktyczny, mocno stojący na nogach młody człowiek, kompletnie niezdolny (przynajmniej tak MamieM. się wydaje) do tracenia czasu na czcze marzenia. O ileż lepiej i praktyczniej spożytkować ten czas np. na układanie Lego, granie w Minecrafta czy choćby poczytanie przygód ulubionych bohaterów.

 

MamaM. nie byłaby jednak sobą, gdyby nie starała się podsuwać tropów, że przecież można puścić wodze wyobraźni, można sobie pomarzyć, że jest się kimś innym niż 7,5-letnim chłopcem.

 

Książka francuskiego pisarza Timothée de Fombelle, którą otrzymaliśmy od Wydawnictwa Znak, wydawała się MamieM. idealna do rozbudzenia wyobraźni M.

 

„Tobi” to pierwsza część sagi, której bohaterem jest Tobi Lolness. Niby zwykły dwunastolatek, a jednak nie do końca. Tobi ma półtora milimetra wzrostu, jest synem wybitnego specjalisty od kory drzewnej i mieszka z rodziną na wierzchołku ogromnego drzewa, pod korą – jak inni mieszkańcy drzewnej krainy.

 

Jego codzienność to oswojone mrówki i pracowite chrząszcze, kiełbaski z larw, złośliwe i groźne biedronki i pająki. Tak jak każdy, Tobi spotyka postaci dobre i szlachetne, ale też czarne charaktery, zagrażające spokojowi rodzin i całych wspólnot. Rodzice Tobiego padli ofiarą takiego właśnie okrutnego osobnika, a maleńki, choć dzielny Tobi musi zrobić wszystko, by ich uwolnić.

 

„Tobi” to książka nieco na wyrost, ale M. słucha – na razie – ze sporym zainteresowaniem. Może dlatego, że Tobi jest niemal rówieśnikiem KuzynaM. A może nie tylko dlatego.

 

– Ten Jo Mitch to zachowuje się po prostu jak Putin! – stwierdził w pewnym momencie M. Uwierzcie na słowo, że dla M. nie ma w tej chwili gorszej obelgi. Jo Mitch powinien się zawstydzić, uciec na morze i zostać marynarzem. Oczywiście, jeśli ktoś zechciałby go zaokrętować.

 

A Tobi? – Tobi to taki zwykły chłopiec. No, może trochę mniejszy – stwierdził spokojnie M. po tym, jak skończyliśmy czytać kolejny rozdział. I rozłożył Lego, wcielając się w postać jakiegoś bliżej MamieM. nieznanego wojownika z plemienia Chima.

 

Więc może jednak z wyobraźnią M. nie jest tak źle, tylko chadza ona swoimi, nieznanymi MamieM., szlakami?

 

PS. Władimir Władimirowicz Putin jest M. znany z programów informacyjnych. M. z pasją ogląda „Fakty” i „Wiadomości”, posłusznie wybiegając z pokoju, gdy MamaM. cenzuruje treści płynące z telewizora. W tej chwili to już nasz wieczorny rytuał. To też M. ma w genach, bez dwóch zdań.

 

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):

  1. Domki nad morzem Balfala napisał(a):

    Taki malutki? To taka wersja Tomcia Palucha :). A na poważnie – moja córeczka dostała książkę na urodziny, a jest w pierwszej klasie. Sama czyta sobie książeczki. Ale ta ją chyba trochę przeraziła rozmiarami. Główny bohater ma 12 lat, więc może trochę poczekać? Będzie przezywała przygody rówieśnika 🙂

  2. Beata napisał(a):

    Ach, muszę podłożyć tę książkę mojemu 11-latkowi. jakoś nam umknęła w zalewie różnych innych,a warta jest przeczytania bez dwóch zdań! tym bardziej, że Młody bardzo chętnie śledzi wszelkie programy przyrodnicze, które zaglądają np do środka termitiery, mrowiska, czy innego domku. Poza tym nie lubi pająków, ale stara się je oswoić (chyba głównie w swojej głowie) oraz marzy o domku na drzewie…