W domku Baby Jaginiedziela 28.04.2013

Jaś i Małgosia, Castorland

 

 

M. wrócił po tygodniu pobytu u TatyM. Czy jest lepszy sposób na spędzenie z dzieckiem deszczowego i chłodnego majowego dnia, niż gra planszowa? Jest, przyznaję – czytanie. Ale na czytanie mamy zarezerwowany wieczór, więc kawałek dnia przeznaczyliśmy na gry. I to jest dobry moment, by na blogu pojawiła się pierwsza rekomendacja gry planszowej, nieprawdaż?

 

 

 

Przedstawiamy więc grę wydaną przez Castorland „Jaś i Małgosia”. Grę kupiłam, gdy M. skończył 4 lata – i mimo, że upłynęło już tyyyyle czasu (20 miesięcy) jest ona nadal zdecydowanie faworytką M. wśród naszych planszówek. Czy moją też? W sumie tak, bo oboje się przy niej znakomicie bawimy.

 

 

 

 

Jaś i Małgosia, CastorlandM. podoba się plansza – wnętrze domku Baby Jagi. Gdy rozłożyliśmy ją po raz pierwszy, duuuuużo minut upłynęło, zanim sięgnęliśmy po pionki (Jaś, Małgosia i Baba Jaga), gadżety (klucze, miotły) i kostkę (zamiast oczek kolory). M. musiał najpierw dokładnie obejrzeć każdy „kącik” w domu Baby Jagi, oglądnąć każdy szczególik. Plus od nas za fajną grafikę planszy, dużo ciekawszą, niż zapowiada pudełko gry.

 

 

 

Reguły gry nie są skomplikowane: dzieci muszą uciec z domu, Baba Jaga ma za zadanie je złapać. Dzieci mogą korzystać z mioteł, by zebrać trzy klucze. Tylko mając je w ręku mogą udać się na pola oznaczone strzałkami, prowadzące do upragnionej wolności. Baba Jaga z mioteł korzystać  nie może, ale nie musi zbierać kluczy, więc może po prostu dreptać po piętach dzieciakom.

 

 

Jaś i Małgosia, Castorland

Powiem od razu – w naszym tandemie Babą Jagą zawsze jest M.

 

– Mój ty Babie Jagu! – mówię dziś (stęskniona) całując czule czółko.

 

– Mamoooo, nie jestem Babem Jagiem, jestem twoim synkiem, zapomniałaś? – zaindyczył się odrobinę. Dodał od razu, że może w zabawie i jest Babą, ale w życiu – nigdy. A Babem być nie może, bo „nie ma takiego słowa”

 

 

Gdy graczy jest dwoje, zwykle wystarczy kwadransik, by albo niebożątko uciekło Babie Jadze z kotła, albo żeby Jaga je jednak złapała. Gdy gramy we troje – czasem się zdarza, np. gdy odwiedzi nas KolegaM. – gra trwa dłużej, a jej wynik nie jest z góry przesądzony. Bo w tym pierwszym przypadku Baba Jaga gromi jak Robert Lewandowski Real Madryt – w dziewięciu przypadkach na dziesięć. I jak tu się dziwić, że M. obsadził się w roli Baby Jagi na wieki wieków…

 

Aha. Na pudełku jest napisane, że gra jest przeznaczona dla dzieci od lat 4 do 10. Dolna granica wyznaczona jest bezbłędnie. Wątpię jednak, by dziesięcioletnie (a nawet dziewięcioletnie czy ośmioletnie) pacholę albo i dziewczę było zainteresowane rozgrywaniem tej sympatycznej skądinąd gierki. No, chyba że z młodszym rodzeństwem – w celu zaskarbienia łask rodzicielskich, to może. Ale przedszkolakom powinna się spodobać.

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):