Wszystkie drogi prowadzą do…poniedziałek 7.11.2016

20160205_153745…Rzymu, oczywiście!

 

MamaM. w Rzymie była w erze „przed M.” raz. Rzym zdał się jej wtedy miastem pięknym, ale ponad miarę hałaśliwym, zatłoczonym, i – drogim. Romantyczny pobyt w Wiecznym Mieście kończył pewien ważny etap w życiu MamyM.

 

O czym nie miała ona wtedy zielonego pojęcia.

 

I minęło lat niespełna dziesięć. I nastała jesień 2015 roku, i czas gdy MamaM. zaczęła się zastanawiać, jakby tu zamortyzować kartę członkowską pewnej różowej linii lotniczej na W (tak, tak – Wizzair), zakupioną przy okazji szalonej eskapady do Brukseli. Czyli – jaki bilet by tu kupić, by polecieć z M. w czasie ferii zimowych na południe Europy, gdzie zamiast temperatur w okolicach zera można się rozkoszować przyjemnymi +15-18 stopni Celsjusza. W grę wchodziły: Barcelona, Lizbona i Rzym. MamaM. myślała, czy nie dołożyć przypadkiem jeszcze Paryża, ale w lutym w Paryżu temperatury zwykle osiągają „tylko” 10 stopni, i nie zawsze jest słońce… A MamaM. słońca zimą pragnie jak kania. Dżdżu.

 

Eneduerikefake – i Rzym. Dlaczego?

 

Rzym, bo w lutym jest słońce i przyjemne (nawet) 18 stopni Celsjusza. Słońce!!

 

Rzym, bo to takie miasto, w którym dziecko do lat 10 nie płaci prawie za nic – komunikacja miejska gratis, przejazdy pociągami gratis, wejścia do zabytków i muzeów (państwowych i miejskich) – gratis. Każdy, kto zwiedza wie, że to ogromna ulga wydatkowa.

 

Rzym, bo wylot w środku dnia, a nie o barbarzyńskiej 6.00 lub 6.30 (jak do Barcelony czy Lizbony zimą 2016).

 

Rzym, przede wszystkim, bo to Wieczne Miasto, lekcja historii 24 godziny na dobę, miejsce, w którym starożytność wita się z XXI wiekiem, miasto gladiatorów i patrycjuszy, Cezara i św. Piotra… i św. Jana Pawła II, wobec którego MamaM. ma niespłacalny dług wdzięczności.

 

Rzym, bo korzystna cena (nawet, jeśli różowi zdziercy każą płacić dodatkowo za małą walizkę zabieraną na pokład, Wizzair – do ciebie mówię!). Ale i tak bilety z opłatą bagażową dla dwóch osób kosztowały niecałe 700 złotych. A na kilka dni MOŻNA spakować dwie osoby do jednej małej walizki i resztę rzeczy dopchać do plecaka szkolnego mniejszej osoby. Ba! W walizce mieści się nawet laptop, który – jak wiadomo – najlepszym przyjacielem MamyM. jest!.

 

MamęM. do łez doprowadzają reklamy tanich lotów (nie tylko do Rzymu) typu „98 złotych w obie strony”. Nie, że nie wierzy (sami polecieliśmy do Brukseli w bardzo przystępnej cenie 78 zł w obie strony za osobę). Po prostu – gdy kupuje się bilety na określony termin (no, a trudno nie, jeśli wyjazd ma zagospodarować tydzień ferii), człowiek musi się pogodzić, że zamiast 98 zł płaci 350 zł za osobę. Ale – z drugiej strony – dziesięć lat temu taka cena byłaby niewyobrażalną okazją, więc MamaM. ociera łzy i kupuje na pniu.

 

MamaM. bilety kupiła i cieszyła się z nich równe trzy dni, bo potem  terroryści zaatakowali Paryż, i MamaM. zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie nadszedł czas, w którym najlepiej nie wychylać nosa zza drzwi. Szybko jednak te rozważania przeminęły z wiatrem i wściekłością, no bo co w końcu, kurczę blade. I MamaM. powzięła postanowienie, że będzie się cieszyć. W tajemnicy przed M., bo M. ma – przy wszystkich swoich zaletach – ogromną wadę. Nie można mu mówić z wyprzedzeniem o żadnych przyjemnościach, wyjazdach, spotkaniach. M. natychmiast zaczyna żyć tym, co się ma zdarzyć, co ma niezwykle destrukcyjny wpływ na bieżące sprawy. Na przykład szkolne (a jak wiadomo, jesienią 2015 roku M. był w trzeciej klasie i MamaM. przeżywała KOSZMAR i bez zdradzania M. atrakcji około feryjnych).

 

Wyjazd do Rzymu zimą ma ogromnie dużo zalet. W zasadzie – trudno znaleźć jakiekolwiek wady.

 

W Rzymie, o czym warto pamiętać, sezon turystyczny trwa niemal cały rok. Połowa stycznia i luty to jedyne miesiące, w których Rzym jest nieco „poza sezonem”. Można to rozpoznać choćby po tym, że część restauracji i (zwłaszcza) trattorii na Zatybrzu jest zamknięta. Z powodu urlopu.

 

20160202_154513

Obiad zjemy na Zatybrzu… Jedna z niewielu knajpek, które były otwarte, aczkolwiek nie trafiliśmy z godzinami (już po lunchu, jeszcze przed kolacją). Zatybrze ciągle pozostaje dla MamyM. niezbadaną kulinarnie krainą. A, podobno, bardzo szkoda…

 

 

Pozasezonowość (umiarkowana) zaznacza się też tym, że noclegi są WYRAŹNIE tańsze. Wyraźnie, czyli nie o 10-20 proc., ale powiedzmy – o połowę (lub więcej).

 

W mieście jest dużo mniej osób, choć i tak w metrze zwykle panuje niemiłosierny tłok. Trudno sobie wyobrazić, co się dzieje w sezonie, turyści w Rzymie bardzo chętnie korzystają z metra… Kolejka pod Koloseum – jedyne pół godziny stania po bilety (w sezonie nawet kilka razy więcej). Później napiszę, jak można poradzić sobie z kolejkami, by je omijać (my staliśmy, nie korzystając z wiedzy, też napiszę – dlaczego).

 

Rzym „nieco poza sezonem” jest po prostu – trochę bardziej rzymski, prawdziwy.

 

20160202_153711

Spacer po Zatybrzu. Ta niewielka rzeczka (o ileż węższa choćby od uregulowanej Wisły w Krakowie, zresztą krakowskie bulwary do złudzenia przypominają rzymskie) to Tybr. TEN Tybr.

 

 

W kolejnym wpisie przeczytacie: jak przemieścić się z lotniska do centrum miasta, jak znaleźć nocleg w Rzymie (polecimy też wypasioną miejscówkę), gdzie i co jeść w Rzymie i jak poruszać się po mieście. A w jeszcze następnym – co warto w Rzymie zobaczyć z dzieckiem, jeśli jest się w mieście kilka dni.

 

Dodaj komentarz

Imię (wymagane):

E-mail (opcjonalnie):

Treść (wymagane):